Nieczuły rzecznik, bez pamięci

Posted in polityka, prawo with tags , , on Sierpień 31, 2010 by aristoskr

Pan Kochanowski nie ukrywał swoich poglądów o tyle Pani Lipowicz chowa je za zasłoną apolityczności. Na tyle jednak niedokładnie,
że można się zorientować  w poglądach Pani Nowej Rzecznik. I nie wydaja się one odbiegać od poglądów jej poprzednika. Czytaj dalej

Reklamy

Dystopiczny wehikuł czasu.

Posted in polityka with tags , , , on Czerwiec 7, 2019 by aristoskr

 

Wszyscy jesteśmy ślepi. No prawie wszyscy. Zmiany, które nastąpiły po roku 1989 przeorały świadomość społeczną.  Nie był to akt jednorazowy raczej proces, którego pierwsza faza zakończyła się w roku 2007. Jednak nie sposób oprzeć się wrażeniu, niektóre elementy przetrwały z okresu przedwojennego, przytłumione tylko w czasie trwanie PRL.

Niemal od początku przemian byliśmy poddani agresywnej indoktrynacji liberalnej wg której istnieje tylko jedna wersja kapitalizmu. Utworzono zbitkę pojęciową w której sklejono demokrację, kapitalizm, społeczeństw o obywatelskie, dobrobyt. Amerykański sen i europejski.

Sen elojów. I tak narodził się podział na beneficjantów przemian albo takich, którym się wydaje, że są lub mogą być beneficjentami. Takich, którzy tkwią w śnie nie dostrzegając tego, co się dzieje na jawie.

Po za snem są morlokowie, którzy nie śnią nawet w nocy, żyją z dnia na dzień, nie widząc niczego dookoła poza własnym losem. Są oni poszkodowani przez zmiany społeczne albo mają takie wrażenie. Bo, żeby sformułować jakiś pogląd, trzeba mieć dostęp do informacji, czas i umiejętności.

Elojowie jednocześnie boją się morloków i pogardzają nimi. Ich istnienie burzy ich prawie idealny obraz, nie pasuje do wyśnionego świata. A przecież, gdyby tylko chcieli, morlokowie mogliby zostać elojami… Gdyby tylko zechcieli, więcej pracowali, więcej oszczędzali. Znaleźliby lub zmienili prace na lepszą, założyli firmy, wzięli kredyt…

Jest przecież tyle możliwości. A oni złośliwie nie chcą. A przynajmniej tak myślą elojowie.

Ponad tymi grupami jest klasa polityczna podobnie zaślepiona i podzielona. Raczej cyniczna i nie przywiązująca wagi do etyki. Oszustwo polityczne jest wpisane w mit założycielski III RP.

To co powstało na gruzach PRL jest dalece odmienne od tego co marzyło się pierwszej Solidarności. Hasło III RP to powtarzane za Margaret Thatcher to TINA czyli nie ma żadnej alternatywy. Polacy jednak w kolejnych wyborach aż do 2007 roku takiej alternatywy się domagali.  Aż wreszcie okazało, że wskazówki politycznego zegara zatoczyły koło i wszyscy już rządzili.

I faktycznie nie było żadnej zmiany. Nie ma alternatywy a przynajmniej nie zna jej klasa polityczna. To spowodowało, że morlokowie stracili nadzieję a elojowie o ich istnieniu mogli zapomnieć. W zasadzie nikt o nich nie pamiętał.

Po za prezesem. Moim zdaniem, Prezes Kaczyński , jest jedynym politykiem w Polsce, który uczy się na błędach, wyciąga wnioski, myśli w perspektywie czasu wykraczającej po za rok, czy kadencję. Nauczył się zarządzania strachem, rozdawania obietnic. Wie, których obietnic należy dotrzymać a które mogą poczekać ad calendas Graecas. Jest pojętnym uczniem Victora Orbana choć , szczerze mówiąc, do politycznej zręczności mistrza dużo mu brakuje.

Jeden i drugi mają ten sam cel, którym jest utrzymanie się u władzy. „Prezes” Węgier ma na dziś i jutro luksusową sytuację, nie zagraża mu rząd polityczny konkurent ani żadna opozycyjna partia.

Losy Polski rozstrzygną się jesienią. Na razie nic nie wskazuje na to, że PiS może utracić władzę. Wybory europejskie pokazały, że potrafi mobilizować elektorat, a w wyborach parlamentarnych będzie to łatwiejsze niż w Europejskich.

Mam wrażenie, że wyborcy PiS mają mniejszy dyskomfort związany z głosowaniem, niż głosujący na opozycję, nieustannie stawiani w sytuacji wyboru mniejszego zła. Morlokowie nie mają wielkich oczekiwań wobec państwa ani też złudzeń odnośnie władzy. Wystarcza im, jeśli władza stwarza im warunki, by mogli dożyć do jutra. A po za tym wiedzą przecież, że wszyscy kradną , wszyscy kłamią, wszyscy myślą tylko o sobie. Pojutrze to już niewyobrażalna przyszłość. Większości wyborców PiS są obojętne sprawy obyczajowe, stosunek państwa od kościoła. Przynajmniej nie są najbardziej istotne przy głosowaniu. Z badań wynika, że wyborcy PiS są w poglądach znacznie bardziej liberalni niż linia partii. Tym niemniej, ten kulturowy liberalizm nie jest dla nich istotny . Istotne jest dla nich, powtarzam to, jak przeżyć do jutra.

Z badań nad modelem kultury organizacyjnej przeprowadzonych przez firmę Hofstede Insight wynika, że społeczeństwo Polskie cechuje się bardzo wysoką nietolerancją niepewności, dużym indywidualizmem i, najniższym w badanych społecznościach, poziomem orientacji na cele długoterminowe. Indywidualizm, a w zasadzie bardziej ignorowanie działań, potrzeb i postaw innych osób, wydaje się być wspólna elojom i morlokom. Choć pewnie zapytani o to, i jedni, i drudzy zarzekaliby się, że jest inaczej. Jakośtobędzizm to wyuczona postawa życiowa, cechują społeczeństwa, które nie mogą, nie potrafią sformułować wizji przyszłości. Można powiedzieć, że jest zrozumiała dla morloków ale elojowie przyjmują ją całkiem naturalnie.

Klasa polityczna, wywodzi się z grup opozycyjny wobec PRL, potem obrosła, głównie oportunistycznymi kandydatami na merytokratów, choć najczęściej bez merytorycznej wiedzy. Jest ponad społeczeństwem elojów i morloków ale rekrutuje nowych członków z obu grup.

Jak pokazała próba zawiązania POPiS-u nie ma wyraźnych różnic pomiędzy członkami konkurencyjnych obozów. Oba są postpolityczne, oba nakierowane wyłącznie na zdobycie i utrzymanie władzy. Nastawione tylko na różne grup docelowe, wśród których szukają poparcia. Jedna u elojów , druga u morloków.  W powieści elojowie byli pokarmem dla morloków. W naszej rzeczywistości obie grupy są pokarmem dla pasożytującej na nich klasie politycznej. Częścią tej klasy jest kościół katolicki, którego frakcje wpierają odpowiednie części klasy politycznej.

Czy będzie jakiś happy end ? Owszem, wszyscy umrzemy.

Ps. nie tylko zapewne mi nasunęło się skojarzenie z powieścią Herberta Wells’a

Ps. 2 optymistyczne jest , być może to , że wszyscy umrzemy razem.

Pierwszy Maja. 2019

Posted in polityka with tags , , , , , on Maj 1, 2019 by aristoskr

To tylko jeden dzień na pamiątkę. Pamiątkę walki i idei. Czy jednak pamiętamy o idei, przez resztę roku ? O braterstwie i siostrzaństwie czyli tej prawdziwej solidarności, które nie potrzebuje znaczka?

Strajkowali do niedawna nauczyciele. Niestety strajk nie dotrwał do 1 Maja. Przy okazji okazało się jak mało nauczycieli należy do związków zawodowych. Były bowiem szkoły, które nie mogły strajkować, bo nikt w nich nie zapisał się do związku. Były różne akcje wspierające nauczycieli, ale stosunkowo słabo było słychać głosy innych związków zawodowych, wspierających nauczycieli.

Do protestów przymierzają się pracownicy socjalni, rozmowy przedstrajkowe prowadzą pracownicy poczty. Niedługo wróci sprawa lekarzy wobec, których nie dotrzymano porozumień. Stanowczo za mało wśród ludzi pracy jest chęci do współpracy. Wspierania się na wzajem. Za mało wiary w związki zawodowe, choć są słabe i margilizowane.

Może należy zacząć od przekonania się, że wszystkim niemal ludziom pracy jest podobnie źle. Że nie poprawi im się, gdy każdy będzie walczył o swój kawałek sera. Niewielki, taki by przetrwać do jutra.

Może warto namówić współpracowników by dołączyli do związkowców. Nie tyle dla korzyści, bo tych nie ma za wiele, ile dla wspólnej sprawy, wspólnych interesów. Dla demokracji, wolności, równości i sprawiedliwości. Na co nam pamięć o idei, jeśli nie realizujemy jej na co dzień. Jeśli dajemy się dzielić i oszukiwać.

Dzisiejsze rządy, nie przywrócą nikomu godności, nie zwiększa szans na lepsze jutro. Co najwyżej właśnie dołożą , wybranym przez siebie grupom pieniędzy, by starczyło na większy kawałek sera. A politycy pojadą sobie za granicę, po ciastka maślane dla swoich dzieci.

W tym roku mamy szanse brać udział w wyborach Europejskich i Polskich. Obawiam się, że te Europejskie, jako ludzie lewicy, ludzie pracy już przegraliśmy zanim poszliśmy do urn. Nie została stworzona jedna lista reprezentujące lewicowe wartości. Jednak biorąc udział w wyborach możemy , być może, zmniejszyć rozmiar tej porażki, głosując na jednoznacznie licowych kandydatów, bez względu na to na jakiej znaleźli się liście

Jesienią odbędą się kolejne. Mamy ostatni moment na mobilizację sił     i wywarcie presji na polityków, przy przygotowali takie sojusze i programy by można było zmienić rząd. Jeśli to się nie uda, to trzeba będzie zmienić polityków. Być może wszystkich. I zacząć organizować politykę niemal od zera

Mamy przykład z dalekiej, choć nie aż tak bardzo Francji. Sam bunt przeciwko oligarchicznej władzy nie przyniesie efektów. Nie da się wprowadzić społecznej sprawiedliwości bez odwołania się do socjalizmu. I mamy drugi przykład z nieco bardziej odległej Hiszpanii. Jeśli szczerze i konsekwentnie będzie się realizować idee równości i sprawiedliwości, to uda się przekonać nieprzekonanych i niezdecydowanych. I zwycięstwo sił socjaldemokratycznych będzie możliwe. 

I wtedy będziemy mogli śmiało podnieść sztandar nasz w górę.

Siedem nieszczęść polskiej edukacji

Posted in polityka with tags , , , , on Kwiecień 23, 2019 by aristoskr

Nie będę zapewne odosobniony w swojej opinie, gdy stwierdzę, że mamy jeden z najgorszych, w Europie, system zarządzania edukacją. Oczekiwanie na jakiekolwiek pozytywne efekty działania takiego systemu to liczenie na cuda, co podobno jest polską specjalnością.

W zasadzie każda zmiana systemu edukacji była zmianą na gorsze, choć funkcjonowanie gimnazjów dostarczyło również sporo pozytywnych doświadczeń. Każda zaś próba zmiana na lepsze kończyła się niepowodzeniem. Jak np. próba wprowadzenie obowiązku szkolnego dla sześciolatków. Obalona przez PiS rękami rodziny Elbanowskich.

Nieszczęście pierwsze – Ustawa o systemie oświaty.

Konstytucja zawiera dosyć ogólne zapisy stwierdza jedynie, że edukacja w szkołach publicznych w zasadzie jest bezpłatna. Przepisy oświatowe porozrzucane są po wielu aktach prawnych począwszy od ustawy o systemie oświaty z 1991 roku, przez prawo oświatowe, ustawa finansowaniu zadań oświatowych, ustawa o dochodach jednostek samorządu terytorialnego.

Nie można uniknąć wrażania, że cały system prawnym ma przede wszystkim na celu rozmycie odpowiedzialności za edukację. Tak naprawdę jedynymi osobami, którym można przypisać jakąkolwiek odpowiedzialność są dyrektorzy placówek oświatowych, którzy tak naprawdę mają wpływ jedynie na ułożenie rozkładu lekcji w swojej placówce.

Nieszczęście drugie – finansowanie.

Finansowanie oświaty odbywa się poprzez subwencję oświatową. Jej wysokość stale budzi kontrowersje.

Z jednej strony zarzuca się jej, że nie uwzględnia wszystkich niezbędnych wydatków na oświatę. Samorządy twierdzą, że jej wysokość nie uwzględnia ani inflacji ani wzrostu wynagrodzeń nauczycieli gwarantowanych kartą nauczyciela oraz ustaleniami rządowymi. Z drugiej strony rząd zarzuca organom prowadzącym szkoły, że nie uwzględniają oszczędności związanych z wpływem demografii czyli spadkiem liczy dzieci w wieku szkolnym. Rosnące koszty utrzymania stanu oświaty na dotychczasowym poziomie przerzucane są na barki samorządów i rodziców.

Kończy się na tym, że bogatsze samorządy głównie miejskie dokładają do oświaty, by utrzymać jej poziom na stałym poziomie a biedniejsze nie dokładają, bo nie mają z czego. Dokładają też rodzi finansując w różny sposób bieżące wydatki szkół. Dokładają się też często nauczyciele przygotowując na własny koszt pomoce naukowe czy drukując dodatkowe zadanie czy testy sprawdzające. W ten sposób rosną różnice dostępie do edukacji pomiędzy biedniejszymi i bogatszymi regionami.

Nieszczęście trzecie – likwidacja gimnazjów.

Wprowadzenie gimnazjów wzbudzało protesty. Jednak okazało się, że pasują do modelu edukacji który funkcjonuje w Polsce. Wbrew pozorom likwidacja gimnazjów niczego w systemie nie zmieniła, poza może jego pogorszeniem. To co z czasem pozytywnego przyniosły gimnazja to możliwość wyrównania szans edukacyjnych. Z rejonowych podstawówek dzieci trafiały często do lepiej wyposażonych i obsadzonych w kadrę nauczycielską gimnazjów, gdzie mogły nadrobić ewentualne straty. Mogło to mieć znaczenie zwłaszcza w biedniejszych gminach.

Likwidacja gimnazjów likwiduje tę możliwość. Podziały pomiędzy biedniejszymi a bogatszymi gminami zyskają na znaczeniu , nożyce, tym razem edukacyjne ponownie będą się rozwierać. Stracą na tym bardziej akurat regiony biedniejsze, gdzie PiS miewa większe wyborcze poparcie.

Nieszczęście czwarte programy nauczania.

Nie odkryję Ameryki, gdy napiszę ,że w zasadzie każda kolejna zmiana programu nauczania jest zmianą na gorsze. Ani poprzednie ministrowie ani aktualnie panująca nie różnią się specjalnie od siebie. Programy nauczania przypominają anachroniczne wzorce w który upychane są tylko coraz większe ilości informacji. Niedługo uczniowie będą musieli wkuwać na pamięć wikipedię albo i cały internet. Ogłaszane co raz sukcesy w rankingach PISA dowodzę jedynie że i uczniowie i nauczyciele opanowali niemal perfekcyjnie zdawanie tego egzaminu.

Nieszczęście piąte ministrowie.

Zarządzanie edukacją niemal wszystkie rządy po roku 1989 uważały za mało istotne.

Jak się okazywało po nominacji a czasem i przed szefami resortów zostawały osoby które zachowały nie najlepsze wspomnienia ze szkoły a może i podobne zostawiły w swoich szkołach po sobie. Aktualny rząd jest w ogóle zestawem nieudaczników ale nawet na takim tle Pani Zalewska potrafiła się wybić.

Nieszczęście szóste podręczniki

Oczywiście podręczniki muszą być zgodne z programem ale ostatnio bywają od niego znacznie gorsze. Nie tylko z te z przedmiotów, które nie wiedzieć czemu budzą kontrowersje, jak wychowanie do życie w rodzinie. Ignorowanie wiedzy naukowej i wciskanie wszędzie treści religijnych, sprawiają, że całość przekazywanej wiedzy staje się nieprzydatna. Trudno powiedzieć, czemu podręczniki nie mają wersji cyfrowej. Zamiast kupować co roku papierowych wersji – obojętnie czy płacą za to rodzice czy budżet państw- wystarczyłoby zakupić czytniki

Wydawcy mogą swobodnie drenować budżety. Kiedyś rodziców, teraz wszystkich podatników. . Zeszyt do ćwiczeń kosztuje prawie tyle co książka. Nawiasem mówiąc, zeszyt z naklejkami dla kolekcjonerów kosztuje 9 złotych, zeszyt do ćwiczeń 20. Kolekcjonerom jest łatwiej. Choć myślę, że uczeń czwartej klasy nie musi już na lekcjach zajmować się przyklejaniem obrazków i naklejek.

Nieszczęście siódme religia.

Katecheza w szkole to nieszczęście dla wszystkich, wierzących, niewierzących, uczęszczających i nieuczęszczających. W dodatku kolejni ministrowie upychają w szkole kalendarz liturgiczny, najczęściej przy biernej postawie coraz bardziej zlaicyzowanych rodziców i coraz bardziej indyferentnej religijnie młodzieży.

To wszystko wymaga zmiany. Niskie pensje nauczycieli i trwająca od lat selekcja negatywna do tego zawodu tylko dopełniają tę kadź goryczy. Polską edukację trzeba od początku wymyślić na nowo. Pytanie czy ktoś będzie chciał korzystać z najlepszych wzorów, czy jak zwykle wybierzemy najgłupsze.

 Prawo do dobrej publicznej oświaty to nie tylko prawo zapisane w konstytucji, to podstawowe prawo jednostek, społeczności.  Bez powszechnej  na przyzwoitym poziomie nie będziemy mieli rozważnych i świadomych obywateli. Nie będziemy mieli demokracji.

A konkordat, czyli nieszczęście siódme, należy wypowiedzieć.

Święto niczego albo kanta(u)

Posted in polityka with tags , , , , , on Kwiecień 14, 2019 by aristoskr

 

Nie było żadnego chrztu Polski, bo Polski w 966 roku w ogóle nie było. Zdaniem archeologów nie było żadnej chrystianizacji w X wieku , żadnego kropidła , co najwyżej Marzanna.

Za ustanowieniem święta głosowali wszyscy posłowie PiS co poniekąd oczywiste, wszyscy z klubu Kukiz 15. Za głosowało też jedenaścioro parlamentarzystów z PO śród nich zaś Ireneusz Raś, brat kanonika, Marek Biernacki jeden z ojców IPN-u, Joanna Fabisiak wykluczona z klubu za głosowanie za projektami antyaborcyjnymi, oraz Roman Kosecki, eks piłkarz. Za projektem głosowało też 9 (więcej niż połowa) posłów PSL z Krystianem Jarubasem włącznie, bratem wiceszefa partii i kandydata do Parlamentu Europejskiego z list Koalicji Europejskiej.

Polskę wymyślił i stworzył jako swoją dziedzinę Bolesław Chrobry. Budował kościoły, wymyślił nowego patrona, którego wykorzystał za życia i po śmierci. Używał wiary i kościoła by umacniać swoją władzę, z czego można wnioskować, że jego prawa do władzy były stosunkowo świeże i niezbyt powszechnie uznawane. Uznał, że tytuł króla wart jest mszy a dobre relacje z Europą czyli cesarstwem dają szansę na przetrwanie. Więc pierwsza ważna data to rok tysięczny. Ładna okrągła. Pierwszy historyczny sojusz polsko – niemiecki albo pierwsze wejście do Europy.

Polska historia jest pełna bajek, z czego większość jest szkodliwa. Nie jesteśmy w tym odosobnieni, każda społeczność tworzy swoje mity, które mają poprawiać samopoczucie i podnosić własną wartość. Francuzi wymyślili swoje galijskie korzenie, że wzmocnić swoje poczucie odrębności w konflikcie z Niemcami, choć ich własne tradycje państwowe, i nawet nazwa pochodzi od, germańskiego przecież, państwa Franków.

Legendy arturiańskie, czyli część brytyjskiej mitologi to dzieło Francuza (?) Chrétiena de Troyes, który najprawdopodobniej inspirował się legendami celtyckimi. Jeszcze śmieszniejsze jest to, że Brytania (może poza Szkocją) to mieszanina Normanów, Sasów, Duńczyków, i norweskich Wikingów. Czyli sami Germanie…

Z kolei Niemcy za swoją legendę wybrali Pieśni Nibelungów, której bohaterami są Burgundczycy, Ostrogoci i Frankowie czyli wedle dzisiejszej geografii bardziej Francuzi czy Belgowie niż Niemcy.

Każde współczesne państwo/społeczność wymyślało własną mitologię, której kanon ukształtował się na przełomie XIX i XX wieku.

Polskie legendy powstały wcześniej, pisane przez dynastycznych hagiografów, na potrzeby ich zleceniodawców. Od Anonima, przez bajkopisarza Kadłubka, Długosza i jego następców. Kompensujemy sobie narodowe kompleksy, bo przecież nikt z nas nie pochodzi o pańszczyźnianych chłopów, wszyscy jesteśmy potomkami , Piastów czy Jagiellonów czy przynajmniej któregoś królewiąt.

Ostatnie historyczne mity pisane są na potrzeby Kościoła Katolickiego i związanych z nim polityków. Od czarnej legendy króla Bolesława Szczodrego/Śmiałego, po zaprzeczające faktom legendy o wspieraniu przez kościół polskiej państwowości czy polskiego społeczeństwa.

Najnowsze legendy dotyczą szczególnej roli kościoła we wspieraniu opozycji w czasach PRL-u. Ostatni okres PRL to czasy intensywnej kolaboracji obu instytucji z olbrzymią szkoda dla całego społeczeństwa. W konsekwencji Kościół zdobył pozycję arbitra pomiędzy schyłkową władzą PRL a kształtującymi się elitami nowej Rzeczypospolitej. Te elity zresztą nie wyzbyły się do dziś kompleksu kościoła, również dlatego, że tak naprawdę ani nie wierzą w demokrację ani jej naprawdę nie praktykują. Wolą negocjować z kościołem o poparcie dusz, które dają sobie rządzić.

Być może dopiero upadek kościelnego autorytetu umożliwi realną demokrację ale wtedy zarówno dla dzisiejszych polityków jak i dla całego społeczeństwa może być już za późno.

A konkordat , oczywiście, należy wypowiedzieć.

Demokracja nasza lokalna.

Posted in polityka with tags , , , , on Marzec 17, 2019 by aristoskr

Ni stąd ni zowąd , trochę jakby pajacyk z pudełka, wyskoczyła dyskusja o dzielnicach miasta Krakowa. Z jednej strony dyskusja toczy się od co najmniej trzech kadencji choć poza wymiana opinii nie doprowadziła do niczego konkretnego. Może dlatego, że ustawy samorządowe nie zmieniły jakoś specjalnie a be z tego trudno mówić jakieś sensownej zmianie. Dalej postępuje centralizacja władzy decyzyjnej w w relacjach samorząd – rząd i dalej trwa przesuwanie kosztów zadań publicznych z rządu na samorządy. 

W takim klimacie wyskoczyły propozycje zmian w kształcie dzielnic Krakowa. Zanim o tym to trzeba się cofnąć do ich powstania.

Do 1991 roku Kraków był podzielony na 4 dzielnice, które miały w zasadzie kompetencje gmin. Dzielnice miały swoje wyłączne kompetencje za zarządzały wieloma obszarami usług publicznych oraz przestrzenią. W zasadzie wszystkie sprawy mieszkańcy załatwiali w urzędach dzielnicowych.

Od roku 1991 reformą samorządową Kraków został scentralizowany, podobnie jak inne duże miasta, które w PRL miały podobną do Krakowa strukturę zarządzania. Skutki tego podziału funkcjonują jeszcze w administracji skarbowej oraz ewidencji nieruchomości. Oraz w pamięci mieszkańców Krakowa.

Na osłodę po centralizacji zarządzania miastem w 1991 powołano 18 dzielnic miasta o nieomal żadnych kompetencjach poza opiniotwórczymi. Nie zetknąłem się z żadnym opracowaniem, które wyjaśniałoby dlaczego powołano właśnie 18 dzielnic o takim a nie innym kształcie. Niestety tego nawet internet nie pamięta.

Krakowanie dostali więc niechciany prezent, ot takie jajko niespodzianka tyle, że bez czekolady. Czasem nazywano je niezamierzenia prawdziwie szkołą demokracji. I takiej właśnie nominalnej demokracji uczyły, że nawet iluzja władzy może dać realne pieniądze , realne wpływy a w konsekwencji realną władzę.

Dzielnice są tylko tzw. jednostkami pomocniczymi to znaczy realizują powierzone zadania, za wydzielone z budżetu miasta pieniądze. Gdyby ich nie było, zadania te i tak zostałyby zrealizowane.

Do czego zmierzają propozycje zmian? Zmiana liczby dzielnic z 18 na 7 jest tak samo arbitralna ( i absurdalna) jak powołanie 18 dzielnic. Nic z niej nie wynika. Postulat oszczędności poprzez zmniejszenie liczby radnych dzielnicowych łatwo przebić. Można przecież zlikwidować wypłacanie diet radnym. Albo w ogóle zlikwidować dzielnice. W obu przypadkach oszczędności będą o wiele większe.

Realna zmiana polegałaby na tym, że zarówno Rada Miasta jak i Prezydent zechcieliby podzieli się władzą i kompetencjami z radami dzielnic. Zapewne udałoby się to zrobić w obecnym stanie prawnym. Liczba dzielnic powinna wtedy zależeć od zakresu tych powierzonych kompetencji, obszaru miast oraz liczby mieszkańców, których by one dotyczyły. Szacuję, że biorąc pod uwagę obszar miasta i liczbę mieszkańców mogłoby ich być od 10 do 13. Stałyby się takim quasi gminami. To sensowne skoro Kraków jest przecież bardziej powiatem niż gminą.

Drugi pomysł, bo raczej nie propozycja to urządzenia Krakowa na wzór Warszawy. To trochę ryzykowny pomysł. Warszawę można porównać do województwa tym bardziej że jest struktura administracyj jest w zasadzie trzystopniowa. W dzielnicach powoływane są rady osiedli, jako jednostki opiniodawcze. Podobne do dzisiejszych dzielnic dzielnic Krakowa. Być może taki układ administracyjny byłby dobry również dla Krakowa tyle, że dzielnic-gmin powinno być właśnie 9. Powrót, w pewnym sensie, do 4 dzielnic to w sumie kolejne oddalenie zaradzania miastem od mieszkańców, a przy zachowaniu 5-letniej kadencji , droga do oligarchizacji zarządzana miastem. Wydłużenie kadencji samorządów, czysto taktyczny zresztą pomysł, działa na szkodę samorządności i demokracji. Tak w ogóle, kadencja rad gmin i jednostek pomocniczych nie powinna być dłuższa niż 2 lata, bo tak naprawdę wybory to jedyna możliwość jakikolwiek kontroli mieszkańców na swoimi przedstawicielami w samorządzie.

Jaką by nie przyjąć koncepcję, oszczędności nie mogą być jedynym, ani nawet najważniejszym kryterium. Bo inne kryteria są o wiele ważniejsze: efektywność zarządzania miastem oraz zwiększenie wpływu mieszkańców na podejmowanie decyzji o ich życiu i życiu miasta. Bez zaangażowania obywateli nie ma tak naprawdę ani samorządu ani demokracji.

Wyborcy wołają, na puszczy.

Posted in polityka on Marzec 4, 2019 by aristoskr

 

Jednym z bardziej istotnych problemów Polski czasu ,delikatnie mówiąc, transformacji jest brak społecznej legitymizacji dla zmian realizowanych przez kolejne rządy. Co więcej politycy w niewielkim stopniu zabiegali o taką akceptację. Przez cały okres bardzo różnych rządów, tylko dwa z nich, z udziałem SLD zabiegały o społeczne poparcie.  Można powiedzieć, że nie bardzo miały inne wyjście ale, tym niemniej zabiegały.

Chodzi oczywiście o dwa referenda. Pierwsze z 1997 roku w sprawie przyjęcia konstytucji, drugie w 2003 w sprawie przystąpienia do Unii Europejskiej. Co ciekawe przystąpienie do Unii Europejskiej cieszyło się o wiele większym poparciem niż nowa Konstytucja a i frekwencja wyborcza była nieco większa. W sprawie akcesu do Unii społeczeństwo było zgodne, wszystkie województwa głosowały za akcesją , tylko na poziomie powiatów zdarzały się przypadki odrzucenia akcesji , głównie w województwach lubelskim i podlaskim.

Konstytucja przyjęta była w bólach i ze znacznie większymi problemami. Przy frekwencji wynoszącej niecała 43 % za konstytucja opowiedziało się zaledwie 53 % glosujących.  Czyli poparło ją aktywnie 22 % uprawnionych do głosowania.  A przestrzega zapewnie jeszcze mniej. W polskim społeczeństwie przestrzeganie prawa nigdy nie było przesadną cnotą nawet w najbardziej represyjnym okresie PRL -u. Społeczne przyzwolenie na omijanie prawa jest jednym ze źródeł sukcesów PiS.

Wyborcy z dzisiejszych województw Pomorskiego, Podlaskiego , Lubelskiego i Małopolskiego odrzucili Konstytucję w głosowaniu. Najsilniejsze poparcie dla konstytucji było w dzisiejszym Zachodniopomorskim i Lubuskim

Mozę to kogoś dziwić ale to właśnie PiS  jest  partią, która najpełniej realizuje, nie tylko werbalnie, postulaty popularne w swoim elektoracie. Zarówno te światopoglądowe, jak i te dotyczące polityki społecznej i ustroju państwa.

Sporą spójność z poglądami sympatyków wydaje się mieć Wiosna, być może dlatego, że jeszcze długo pozostanie on zbiorem obietnic. Najmniej  z opiniami wyborców, szczególnie w kwestiach światopoglądowych, liczy się Platforma Obywatelska. Kwestie te jednak , jak dotąd, nie były najbardziej istotne dla wyborów wobec innych kwestii, szczególnie ekonomicznych. Z tego powodu a także z braku innych alternatyw trwali przy PO.

Nomen omen nadejście Wiosny , tworzy alternatywę, dla najbardziej zniechęconych.

Powstanie Koalicji Europejskiej posłużyć ma przede wszystkim utrzymaniu wyborców, kuszonych premią za „jedność” i nadzieją pokonania PiS. Polskie społeczne centrum, przy pomocy, dosyć sprytnej taktyki, ma pozostać przy PO i dać jej możliwość objęcia władzy.

Rzyzyko jest duzę dlatego PO chce przetestować Koalicję przy wyborach Europejskich, których to, niestety prawie nikt w Polsce nie traktuje poważnie.

Obserwując sposób tworzenia list przez KO czyli Schetynę, i PiS czyli Kaczyński, można powiedzieć, że obaj demiurdzy stosują metody telewizyjne.  W wypadku Schetyny to jest casting do tańca z gwiazdami, tylko bez tańców. Kaczyński preferuje coś na kształt salonu odrzuconych do krakowskiej Paki. A ni jedno ani drugie ugrupowanie nie przedstawiło żadnej koncepcji rozwoju Unii Europejskiej. Nie ma co się więc dziwić, jeśli po tych wyborach, pozycja Polski w Europie jeszcze się pogorszy.

Wyborcy staną przed nie lada dylematem. Albo bezmyślnie zaufają partyjnym szyldom, albo rozpaczliwie będą szukać na stosunkowo najmniej obrzydliwej liście, kogoś , kto choć trochę będzie wart ich głosu.

Niestety, wydaje się, że głosy lewicy we wszystkich wyborach 2019 roku nie będą miały istotnego znaczenia.

Mimo wszystko  dalej uważam,  że konkordat należy wypowiedzieć.

Brak komunikacji w temacie komunikacji

Posted in polityka with tags , , , , , on Luty 11, 2019 by aristoskr

W czasie kampanii samorządowej pojawił się, na krótko, temat komunikacji publicznej , niedostępnej dla coraz większej liczby obywateli. Wkraczamy w kolejną kampanię i temat powraca, w postaci kolejnych obietnic. Z różnych stron pojawiają się głosy o potrzebie odtworzenia komunikacji publicznej w powiatach. Po latach od jej likwidacji. Zresztą pomimo istnienia jej w szczątkowej formie, degradacja trwa dalej . Doniesienia z Opolszczyzny czy Olsztyna potwierdzają, że komunikacja  autobusowa wydaje ostatnie tchnienie. Trzyma się jako tako tylko w aglomeracja trójmiejskiej, warszawskiej i katowickiej.

Proces likwidacji publicznego transportu regionalnego w Małopolsce został dawno temu zakończony. Samorząd wojewódzki jest jedynie dumnym posiadaczem dworca autobusowego w Krakowie, oraz fragmentu kolei. Koleje Małopolskie trochę działają  choć przedłużające się remonty linii kolejowych prowadzonych przez grupę PKP Spółka na pewno nie sprzyjają rozwojowi.  SKA jest w zasadzie spółką wydmuszką , która pojawia się od chyba trzech kampanii wyborczy do samorządu, głównie w materiałach reklamowych i ulotkach. Faktycznie linie Ska Obsługują Koleje Małopolskie i  Przewozy Regionalne.

Komunikacją autobusowa zajmują na bardziej zyskownych liniach Przewoźnicy prywatni jak Voyager z grupy FlixBus czy Szwagropol a na nieco mniej zyskownych busy.

W zasadzie kompleksowa komunikacja publiczna działa tylko w Krakowie. Inne miasta województwa zachowały publiczną komunikację autobusową ale działa ona jedynie w najbliższych okolicach. Wyjątkiem od tej reguły jest Zakopane. Gdzie nie działa nic.

Kraków powoli rozwija publiczną komunikację, głównie opierając ją na porozumieniach z sąsiednimi  gminami , które decydują się dopłacać do funkcjonowania linii. Opracowany został Plan zrównoważonego rozwoju dla transportu publicznego.

Jednak planując zmianę taryfy urzędnicy UMK wykazali się zupełnym niezrozumieniem systemu komunikacji. Po pierwsze proponują obniżenie ceny biletu sieciowego dla posiadaczy Karty Krakowskiej czyli mieszkańców Krakowa. Sam używam tej karty i płaczę 71 PLN  co jest najniższą stawką tego  w całej Polsce. Co zmieni obniżenie ceny o 3 złoty Nic  poza tym że spadną wpływu ze sprzedaży tych biletów.  Czy zachęci  to nowe osoby do zrezygnowania z dotychczasowego środka transportu na komunikacji. Uważam że nie co potwierdzają ostanie badania których wyniki niedawno publikowała między innymi Gazeta Wyborcza. Ludzie jeżdżą samochodami, bo nie mają innego wyjścia lub dlatego,ze uważają to za wygodniejsze i na tę wygodę ich stać. Niewielkie zmiany cen biletów komunikacji nie wpłyną na ich zachowanie. Nie zmienią również zachowań tych, którzy skazani są na dojazdy busami. Nikt ich z tej kary nie ułaskawi ani  zamieni jej na lżejszą.

Dziwić te może propozycja likwidacji zakupu biletu na jedną linię tym bardziej ,że korzysta z niego 30 tysięcy ludzi. Dlaczego należy od nich domagać się zakupu dużo droższego biletu na całą sieć , skoro wystarcza im jedna?  Dla części z nich bardziej opłacalny stanie się dojazd samochodem.  W efekcie osiągnięty zostanie efekt odwrotny od zamierzonego. To głupia decyzja i podejmowana na szkodę ludzi i miasta.

Lepiej podnieść nieco cenę biletu na jedną linie, np. o te symbolicznie 3 złote.  Nie zmieniać ceny biletu sieciowego bo i tak jest już najniższa. Jeśli już rezygnować z jakiejś części oferty, to z biletu na dwie linie bo różnica pomiędzy nim a biletem na całą sieć jest mała i ekonomicznie nieuzasadniona.

Podnoszenie cen biletów aglomeracyjnych to była już prosta droga do zniechęcenia mieszkańców aglomeracji z korzystania z komunikacji publicznej. Wręcz przeciwnie należy dążyć, nie tylko z punktu widzenia polityki miasta, do rozwoju sieci aglomeracyjnej.  Należy umożliwić dotarcie komunikacją publiczną do miasta mieszkańcom wszystkich okolicznych miejscowości. Co więcej celowe wydaje się odtworzenie komunikacji aglomeracyjnej ze stolicami sąsiednich powiatów i tworzenie tam lokalnych centrów przesiadkowych. Da to zyski w postawi skrócenia czasów przejazdów, zmniejszenia ruchu samochodowego w metropolii, a tym samym zmniejszenia smogu i poprawy warunków życia.

Konieczne jest przy okazji podjecie działań zniechęcających do posiadania i użytkowania samochodu w mieście. Nie tylko poprzez podniesienie ceny za parkowanie w strefach,
co wreszcie jest możliwe ale i podniesienie ceny za abonamenty postojowe, których ceny są dziś na śmiesznym poziomie.

Wiem, że to może nie mieć związku z dzisiejszym tekstem ale nadal uważam,
że konkordat należy wypowiedzieć. A zaoszczędzone dzięki temu pieniądze można wydać na rozwój komunikacji publicznej, na przykład.

%d blogerów lubi to: