Nieczuły rzecznik, bez pamięci

Posted in polityka, prawo with tags , , on Sierpień 31, 2010 by aristoskr

Pan Kochanowski nie ukrywał swoich poglądów o tyle Pani Lipowicz chowa je za zasłoną apolityczności. Na tyle jednak niedokładnie,
że można się zorientować  w poglądach Pani Nowej Rzecznik. I nie wydaja się one odbiegać od poglądów jej poprzednika. Czytaj dalej

Reklamy

Do przyjaciół (?) na lewicy.

Posted in polityka with tags , , , , on Sierpień 7, 2017 by aristoskr

Trochę już żyję więc znam trochę osób, chyba ze wszystkich większych środowisk przyznających się do lewicy. Cześć z nich, jak sądzę, mogę uznać za przyjaciół, czy przynajmniej dobrych znajomych.

W przeszłości udawało mi się robić, różne ciekawe rzeczy, nie zważając na różnice w przynależności. Mimo, iż byłem członkiem jednej z partii, stosunkowo mało lubianej przez wiele lewicowych środowisk. Teraz jest ze wszech miar trudniej, choć jestem już poza wszelkimi partiami.

Mam wrażenie, że problemy z polskimi grupami lewicowymi wymagają bardziej podejścia psychologicznego niż politycznego. Bo różnice polityczne, nawet wyraźne i istotne, nie zawsze są przeszkodą we współpracy. Współpraca zaś nie musi oznaczać sojuszy czy koalicji. Współpraca oznacza wspieranie i popularyzowanie rozwiązań, projektów, które realizują cele polityczne czy programowe organizacji. To po  części wynikać może z braku umiejętności współpracy aktywistów wielu organizacji zarówno tych „starych” jak i tych „nowych”.

Nawet jednak tam, gdzie dochodzi do takiej współpracy, szybko pojawiają się zarzuty o nadużycie zaufania, niewspółmierny podział pracy, chęć zawłaszczenia owoców współpracy. Ostatnim i jedynym przykładem takiej współpracy jest projekt ustawy która daje możliwość legalnego i bezpiecznego przerywania ciąży, zapewnia kobietom w ciąży pełną opiekę zdrowotną, daje dostęp do nowoczesnych metod antykoncepcji i wprowadza edukację seksualną w szkołach. Projekt firmowany jest przez społeczny komitet zupełnie bezpartyjny dziwnym trafem składający się z przedstawicielek i przedstawicieli organizacji politycznych lub politycznych nieomal. Trochę w tym partyjnych hipokryzji ale co tam skoro w słusznym celu.

Czyli jednak można?

To się okaże. Mo gdyby ktoś był naprawdę zainteresowany zmiana społeczną to mógłby znaleźć kilka tematów na projekty ustaw i wszcząć wokół nich dyskusję.

Ustawę o podatkach od dochód osób fizycznych wprowadzającą progresję podatkową, czyli co najmniej 6 progów podatków i co najważniejsze wprowadzającą niższy próg podatkowy dla najniższych dochodów. Różne organizacje polityczne przebąkują o podobnych propozycjach. To może jakiś komitet na rzecz takiej ustawy?

Budownictwo komunalne . Może pora na dyskusję o finansowaniu i zarządzaniu mieniem komunalnym. Bezwzględnym przymusem komunalizacji mienia publicznego zbędnego instytucji celowej w realizacji zadań statutowych. Koniec ze sprzedażą mieszkań komunalnych. Wprowadzenie średnio i długoterminowego najmu mieszkań komunalnych bez możliwości wykupu i zakończenie programów wspierania banków i deweloperów.

Lista jest otwarta na pewno jest na niej propozycja ustawy emerytalnej, systemu oświaty, opieki zdrowotnej.

Jeśli ktoś jest zainteresowany praca u podstaw to tej pracy jest dużo. Każda zmiana społeczna wymaga współpracy i kompromisów. I czasu. I debaty publicznej. A czas nam ucieka.

Do (nie)przyjaciół liberałów.

Posted in polityka with tags , , , , on Lipiec 30, 2017 by aristoskr

Opozycja nie jest jak dotąd w stanie wyrazić spójnej wizji Rzeczypospolitej po PiSie a tylko taka wizja dawałaby szansę na jego pokonanie. Ciesząca się największym sondażowym poparciem, ze wszystkich istniejących opozycyjnych ugrupowań, Platforma, dalej uważa za najlepszym rozwiązaniem jest powrót do III RP tylko troszeczkę lepszej.

Trwanie w takim (st)uporze gwarantuje PiSowi bezpieczeństwo. Taka Platforma to wymarzony przeciwnik PiS. Zapewnia mu stabilizację, pomimo drobnych porażek, wpadek, nepotyzmu czy prostej głupoty. Bo przecież reprezentując sprzeciw wobec III RP wygrał wybory. Na podstawie analizy kolejnych sondaży można domniemywać, że dalszym ciągu krytycy III RP nieznacznie przeważają nad jej zwolennikami.

Problem w tym, że na razie moc sprawczą ma właśnie PO, która niczego sprawić nie chce. Sytuacja zmieniła by się, gdyby PO była w stanie przesunąć się nieco na lewo przyjmując za swój któryś z programów SLD (szczerze mówiąc obojętnie który). To zmieniłoby sytuację na politycznej scenie. Sam Tusk przecież kiedyś mówił, że są takie chwile, kiedy trzeba być socjaldemokratą. Wtedy zdaje się żartował, ale może pora uznać, że żarty się skończyły ? Przedstawienie przez PO nowej wizji III RP bis wymusiłoby wtedy przewartościowanie w innych ugrupowaniach lub ich zniknięcie. Nowoczesna miałaby szansę stać się odrobinę nowoczesna.

Z innych z kolei badań opinii społecznej można wysnuć wniosek, że Polakom najbardziej podobał się właśnie socjaldemokratyczny system relacji społeczno-ekonomicznych, lekko podszyty konserwatyzmem.

Nie da się pokonać PiS bez przedstawienia bardziej sprawiedliwej, a więc socjalnej alternatywy. Nie się tego również zrobić bez aktywnego udziału centrum politycznego, które, dziś jeszcze, stanowi PO. Dziś, PO ma swoją szansę i szerokie pole manewru. Tym bardziej, że jest mocno osadzone w samorządach i ile nie zdarzy się jakaś kolejna nocna zmiana w Sejmie , tym razem dotycząca ordynacji samorządowej, ma szansę tej pozycji bardzo nie osłabić.

Jak dotąd PO woli wdawać się w słowną bijatykę z PiS-em , którą zresztą sromotnie przegrywa.

Warto jednak myśleć co będzie później. A to „później” może wyglądać jak na Węgrzech, gdzie na główną siłę opozycyjną wyrastają, jeszcze groźniejsi od Fideszu nacjonaliści.

Wielu zdają sobie sprawę, że jeśli kiedyś PiS przestanie rządzić, to nie będzie możliwy powrót do systemu instytucji III RP. Przekonanie to szybciej dociera do publicystów niż polityków ale ci u nas zwsze myślą nieco wolniej. Konieczność przebudowy systemu politycznego wcale nie musi być takim złym rozwiązaniem.

Jednak już teraz konieczne jest wypracowanie projektu który zastąpi „państwo PiS”. A także szczegółowych rozwiązań, które powinny stanowić alternatywy dla nocnej aktywności parlamentarzystów Prezesa.

Nie dla wszystkich jednak jest jasne, że przy okazji konieczne jest zakończenie epoki postsolidarności. Tym bardziej, że była ona w równej części tworem postsolidarnościwych jak i postperelowskich elit. Z ducha pierwszej , tej z 1980 roku, Solidarności nie zostało w III RP nic , poza bałwochwalczym stosunkiem do Kościoła i martwymi zapisami konstytucji o społecznej gospodarce rynkowej. Zarzucanie PiS-owi kontynuacji PRL-u nie tylko nie jest uprawnione ale też przeciwskuteczne. PiS tylko świadomie i konsekwetnie nawiązuje do tradycji II RP

Oczywiście nie do trudnych demokratycznych początków ale do miękkiej dyktatury sanacyjnej.

Posługuję się również tę samą postpiłsudczykowo-endecką zbitką ideologiczną z wyraźnym przechyłem nacjonalistycznym.

Obrzucanie PiS epitetami nawiązującymi do PRL-u i komuny wzmacnia nawet jego poparcie w tych grupach dla których okres powojenny kojarzy się ze stabilizacją, ładem i odbudową. Bo przecież w jakimś stopniu PRL to właśnie oferował. Porównywanie działań PiS do okresu PRL może wywoływać takie pozytywne reminiscencje, zwłaszcza u tych, którzy nie zachwycili się socjalizmem. Może im się wydać ,że dostaną od PiS- taki właśnie dobry PRL tylko bez tych niedobrych komunistów.

To oczywista nieprawda, bo ideologicznie i pragmatycznie o wiele bliżej do tego co robiła Platforma. Tylko bez zachowywania nawet pozorów demokracji.

Niestety taka racjonalna reorientacja, nie tylko w PO, musiałaby zostać poprzedzona krytyczną analizą III RP. Odarcia jej z miraży i mitów. Nie wystarczy śladem prof. Marcina Króla przyznać , byliśmy głupi. Trzeba jeszcze trochę zmądrzeć. A jak widać, nawet do tego by zgodzić się Królem nie ma zbyt wielu chętnych.

 

http://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/rynek/1713286,1,jakiego-modelu-panstwa-dobrobytu-chca-polacy.read

Krajobraz po (małej) bitwie.

Posted in polityka with tags , , , , on Lipiec 25, 2017 by aristoskr

Jedni się zachwycają, inni westchnęli z poczuciem ulgi. Cześć nie wierzy, część wietrzy spisek. Pełniący obowiązki prezydenta Andrzej Duda tym razem nie podpisał a skreślił.

Co to zmienia ? Tempo łamania konstytucji nieco spadło. Zagorzali chwalcy wpadli nieco w konfuzję. Czy taki był plan?

Jedno co wydaje się pewne, to to, co powinno być dla wszystkich oczywiste. Ani PiS a jego prezes nie są w stanie w pełni panować na rzeczywistością społeczną. Jeśli plan prezesa był taki by przeforsować, oczywiście w nocy, wszystkie ustawy o sądownictwie, to coś poszło nie tak. Można założyć, że albo PAD przestraszył się siły protestujących… Albo siły oberprokuratora Ziobry.

Jednak jeśli podpisana zostanie ustawa organizacji sądów to jedynym ogranicznikiem oberprokutatora w kontrolowaniu sądów będzie istniejąca Krajowa Rada Sądownictwa. Jeszcze. Bo jeśli za miesiąc dwa Parlament na wniosek prezesa uchwali nową wersję ustawy o KRS i PAD ją podpisze?

Pierwszy przypadek już mieliśmy, gdy sędzia prowadzący rozprawę postanowił zastosować się bezpośrednio do konstytucji. Możliwe są następne. Kontrola sądów to ostatni element do układanki dającej PiS i jej prezesowi komfort rządzenia, po węgiersku czy turecku. Czyli po swojemu.

Tak naprawdę już może robić co chce i robi, bez oglądania się na konsekwencje, ignorując protesty i połajanki ze strony Unii, której zresztą zawsze był przeciwnikiem. W jego wstecznej projekcji rzeczywistości, Polska mogłaby co najwyżej należeć co najwyżej do Ligi Narodów. Oczywiście pierwszej ligi.

Żadne protesty nie odbiorą władzy PiS-owi bo też nie one mu ją dały. Władzę mogą mu jedynie odebrać wyborcy, o ile będą chcieli . I o ile oczywiście będą mieli okazję. Nie odbierze PiS-owi władzy strajk powszechny, bo po pierwsze powszechny by nie był. Po drugie związkowcy musieliby się przerazić naruszenia swoich interesów. Na razie jednak co najwyżej wyrażają ostrożne rozczarowanie. Strajk taki zresztą miały sens i cień szansy na powodzenie, w chwili gdy PiS próbował zakwestionować swoją przyszła wyborczą klęskę. A do tego na razie, raczej dalej niż bliżej.

Nie można traktować PiS jak „normalnej” partii demokratycznej. Nigdy taką nie był i nawet nie starał się udawać, że jest. Nie był taką ani w 2005 a ni też nigdy później. Nie będzie taką nawet po śmierci prezesa, jeśli tę śmierć przetrwa. Nie ma sensu nawiązywania dialogu z PiSem bo nie ma szansy nie tylko na porozumienie ale nawet na znalezienie wspólnego języka znaczeń.

Jeśli, z różnych powodów, Prezesowi nie zawsze udaje się wszystko co pomyśli, to oprócz dodatkowego czasu na działanie nic dobrego z tego nie wynika.

Apelowanie do polityków PiS nic  nie da, bo to jak atakowanie twierdzy samolotami z papieru.

To co realnie może rozstrzygnąć o losie PiS i Polski to myśli i czyny tych , którzy swoimi głosami , doprowadzili . To oni jak okazali się jego siła, tak mogą przyczynić się do jego klęski. Ale trzeba do nich trafić, poważnie ich potraktować i zaproponować im coś więcej niż iluzję podmiotowości. To jest to, na co warto poświęcić czas pomiędzy jednym protestem i drugim.

Nie ma też sensu apelować do do papieża, czy biskupów bo ci, nawet jeśli nie stoją murem za PiSem , to wiedzą dobrze, że są największymi beneficjentami ich rządów. I nawet, jeśli były klub inteligencji Katolickiej (Miesięcznik Znak) odciął się od Ministra Gowina, to i tak Episkopat pozostaje wdzięczny Dudzie za całokształt. A jak wiadomo w katolickim biznesie to episkopat dzierży rząd (nie tylko) dusz a nie jakiś mały klub myślących (nie)pokornie.

Pisanie listów otwartych nawet w demokracjach działa słabo, a co dopiero tam gdzie liczy się tylko wola prezesa i prałata. To już lepiej pisać pieśni. I śmiało nieść sztandar.

http://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/kraj/1713630,1,prezydent-podpisze-jedna-ustawe-sadowa–o-ustroju-sadow-powszechnych-co-to-znaczy.read

Sanacja sanacji

Posted in polityka on Lipiec 15, 2017 by aristoskr

Nie tylko postsolidarnościowi politycy nie znają i nie rozumieją historii nie rozumieją jej też historycy poprzełomowi. Nie tylko historii najnowszej którą nieświadomie współtworzyli ale tej wcześniejszej szczególnie zaś, historii okresu międzywojennego. Historia powojenna kreowana jest jako najczarniejszy okres w dziejach polskiego państwa porównywana do rozbiorów i okupacji. To nie tylko odrealnienie historii ale i odrealnienie w wielu przypadkach własnego życia i czy życia własnych rodziców.

PRL jako zło wcielone, zło mityczne służy jako tło porównawcze do deprecjonowania rządów PiS.

Przy okazji za zło wcielone uznano a priori nie tylko realny ale i każdy socjalizm i cała lewicę i w zasadzie wszystko co jest z lewicą związane.

Tyle ,że jeśli ktoś całkiem nie wyprał sobie pamięci, to porównanie reżimu PiS z PRL-em wcale nie musi u niego budzić złych skojarzeń. Co więcej najczęściej i pewnie słusznie budzi pozytywne. Dla większości ludzi, którzy wkroczyli w wiek dorosły przed rokiem 80 PRL może być wspomnieniem okresu względnej stabilizacji i bezpieczeństwa. Nawet jeśli nie specjalnie się chwalą takimi wspomnieniami to je mają. Jeśli więc słyszą, że PiS wskrzesza PRL to może utwierdzać ich w przekonaniu, że warto wspierać PiS. Bo wszystko inne jest gorsze.

A PiS niestety, czy na szczęście (właściwe proszę sobie wybrać) nie wskrzesza PRL-u. Buduje narrację opartą na idealizacji II RP i chętnie szuka inspiracji w niej inspiracji.

To że systemy autokratyczne , miękkie dyktatury wykorzystują podobne metody działania pomimo odwoływania się do różnych ideologii. Metody mogą być podobne ale czy również cele ? Jakie były cele sanatorów , poza samym rządzeniem ? Szczęście i bogactwo obywateli ? Być może… Na pewno by to sanacji nie przeszkadzało. Ale nie było też najważniejsze.

A teraz? Co jest najważniejsze poza władzą ?

I co różni te władzę od poprzedniej? Może to, że poprzednia chciała wszystko dostać od obywateli za darmo, a ta doszła do wniosku, że warto zapłacić. W działaniach w sferze gospodarki nie widać różnicy pomiędzy jedną a drugą. Poglądy ekonomiczne są nieomal takie same. Stosunek do historii Polski taki sam.

Jedna, dosyć istotna różnica jest taka, że po pierwszy rządach PiS wyciągnął wnioski. Skoro nie różni się od innych to te różnice musi stworzyć. Wywołać konflikt i go wygrać. Zapewnić igrzyska.

Do ciepłej wody wszyscy się przyzwyczają. Zresztą to była tylko koncepcja ciepłej wody nie obietnica, że wszyscy będą ją mieli.

Polską świadomością rządzą antypeerelizm, antysocjalizm, głęboki kompleks niższości, leczony nacjonalizmem. Mamy taką samą sytuację jak przed zamachem majowym. Nowy Piłsudski jest trochę niższy, też obiecuje stabilizację i porządek. Nie ma poparcia wojska ale ma swoich zwolenników. Po drugiej stronie, nie stanie mu na drodze Centrolew, bo on sam stanowi takie samo psedudocentrum jak opozycja. Być może to nieuchronne, że po okresie który mnoży nierówności nadejść musi władza, która obiecuje równość ład i porządek. Czasem nawet szczerze. Kończy się miękką lub twardą dyktaturą i niesprawiedliwością. A skoro lewicą udało się skutecznie społeczeństwu obrzydzić , z pewną jednak pomocą partii realnie lewicowej, to dyktatura musi okazać się bardziej narodowa niż socjalistyczna.

Skoro nie udało się temu zapobiec, choć przecież dało się to przewidzieć, to pewnie nie też nie da się tego odkręcić. A już na pewno nie prosto i nie szybko.

Nie prosto, bo wymaga to zmiany społecznej świadomości. Nie szybko, bo takie zmiany szybko nie następują.

Boya wina czyli upadek postinteligencji.

Posted in polityka on Lipiec 10, 2017 by aristoskr

Postinteligencja, czy inteligencja wielkopostna to grupa niezbyt jednorodna ale łączy ją kilka cech wspólnych. Po pierwsze formalny tytuł magisterski, a częściej nawet doktorski. Łatwość w formułowaniu opinii czy to bezpośrednio (werbalnie lub internecie) czy też poprzez media.

Kolejna wspólna cecha to brak wahania przy powtarzaniu bredni i głupot i zarówno z dziedzin wiedzy, które nie są ich specjalnością jak i w tych, które powinny im być lepiej znane.

Można przypuszczać, że zamiast kryterium rzetelności, którym jak się oczekuje, powinni się kierować, ważniejsze są dla nich inne kryteria.

Wydają się być przykładem zwulgaryzowanej sytuacji, w której byt (ten oczekiwany), określa świadomość. Świadomość, że powtarzanie, świadome czy nie, bredni przynosi popularności lub pieniądze. Lub jedno i drugie. Stan tej świadomości w efekcie wpływa na aktywność w powielaniu bzdur, kłamstw i pomówień.

To nie jest kwestia światowego spisku, ale ten ocean bzdur nie wpływa na wszystkich tak samo. Powtarzanie kłamstw przynosi realne dochody. Wiliam Hearst tego nie wymyślił ale zapewne był pierwszym człowiekiem naszej współczesności, którzy zrobił na tym majątek.

Na tym, czyli na kłamstwach. Kłamstwo przynosi pieniądze, za pieniądze tworzy się kłamstwa.

Romantyczna wizja współczesnych mediów niewiele ma wspólnego z rzeczywistością. Proszę sobie poczytać Marka Twaina czy Jarosława Haszka. Czy choćby Boya-Żeleńskiego. Aktualna nieustannie publicystyka Boya, boleśnie przypomina ,że jesteśmy wciąż 100 lat za Boyem. I wydaje się, że chcemy się dalej cofać.

Krótki. jak się okazuje okres istnienia w miarę obiektywnych, tj starających się o rzetelność mediów, to czasy powojenne. Pierwszy cios zadał im Murdoch kupując londyński Times, zacierając granicę pomiędzy w miarę rzetelną prasą a brukowcami. Ostatecznie marzenia o rzetelności mediów skończyły się z upowszechnieniem internetu i pojawieniem się social media. Tak w ogóle ani social ani media.

Jednak przez pewien okres czasu mogło się wydawać, że poprzez upowszechnianie wiedzy naukowej, uda się uratować ludzkość od utonięcia w światowym śmietniku.

Owszem, nauka ma swoje skandale i swoich oszustów. W dłuższym czasie jakoś sobie z tym radziła. Oszuści są demaskowani. Ale czasem szkód nie daje się łatwo naprawić.

Niestety internet ułatwia się zlewanie wszystkich cieków informacyjnych w jeden światowy ocean, w którym dominują fake newsy. Oczywiście funkcjonują wewnętrzne kanały informacyjne skupione na rzetelnej nauce, choć i z tym są problemy. Jednak dostępne głównie naukowcom i dla nich są przeznaczone.
Dla zwykłych mieszkańców ziemi zostają tylko śmieci.

Nie jest jednak tak, że wszyscy ponosimy za to jednakową odpowiedzialność. Bezwzględnie największą ponoszą media. Im bardziej nazywają się prestiżowymi, tym większa jest ich odpowiedzialność i tym większa wina.

Winę ponoszą również wspólnoty naukowców. Każdy przecież doktor nauk do czegoś należy. Do jakiegoś towarzystwa, którego celem jest poszerzenia wiedzy opartej na faktach. Często jednak zostają one obojętne wobec powtarzanych medialnie bzdur i kłamstw. Trudno jest walczyć z każdą bzdurą. Ale z najbardziej szkodliwymi trzeba.

Towarzystwa Naukowe odzywają się ona czasem , gdy ewidentną bzdurę głosi ktoś spoza środowiska. Jak na przykład Polskie Towarzystwo Ginekologiczne w sprawie tezy, że aborcja powoduje raka. I wielkie dzięki. Ale czy nie zdarzają się ginekolodzy, którzy to samo powtarzają swoim pacjentkom ? Czy powtarzając to im korzystają z konstytucyjnego prawa do wyrażania opinii? Czy normalnie je okłamują ?

Społeczeństwo oddało w ręce lekarzy ale też badaczy naukowych, wielką odpowiedzialność. Ilu z nich zdaje sobie z tego sprawę? Czy prawnicy zajęli stanowisko w sprawie bruzdy Longchampa? Czy profesorowie medycyny potępiają swoich kolegów antyszczepionkowców ? Ile trwała batalia, nie skończona przecież, o homeopatię ?

Medialne gwiazdy prawo do ogłupia ludzi wzięły sobie same. Uczyniły z tego biznes wspierany przez media, które chcą mieć udział w tym torcie, finansowanym przez ogłupianych ludzi.

Oni zwykle najmniej są winni. Nie mają czasu ani możliwości by weryfikować zalewające ich informacje. Toną w nich powoli i jeszcze płacą tym którzy zalewają ich najładniej.

Inteligencja jako grupa , która wierzyła w siebie ( albo sobie), w jakąś misję dołączyła do innych postów. Post prawdy, post rzeczywistości, post stabilizacji. Stała się post inteligencją, która częściej odprawia posty, te religijne i te facebookowe, niż posługuje się inteligencją. A bezmyślność rządzi światem. I Donald Trump.

Kapitalizm produkuje bezdomnych

Posted in polityka with tags , , , on Czerwiec 25, 2017 by aristoskr

„Kapitalizm ma bowiem z zapewnieniem tego podstawowego prawa człowieka, jakim jest godne mieszkanie, coraz większy problem. To wyzwanie, z którym jeszcze nieraz przyjdzie się nam zmierzyć.” – Tak kończy Rafał Woś swój felieton poświęcony  problemowi braku mieszkań.

Komentuje tam tekst Freemana i Schuetz’a – co robić w tej sprawie skoro nic nie działa a problem braku mieszkań, dla tych którzy nie mają środków na zapłacenie rynkowej staje się coraz poważniejszy.Co robić skoro nic nie działa? A może jednak działa tylko inaczej? Monetyzacja czyli komercjalizacja zaspakajania potrzeb tak właśnie działa. Dla kapitalistycznego rynku interesujący są tylko ci, których stać na opłacenie zaspokajania potrzeb. Reszta nie jest istotna. To nie wypaczenie lecz reguła kapitalizmu. Im większe są społeczne nierówności tym większa jest presja na komercjalizację, i tym bardziej maleje grupa ludzi, których stać na zaspokojenie wszystkich potrzeb podstawowych.

Tak dzieje się zawsze gdy państwo nie ingeruje w rynek i tam gdzie społeczeństwo nie reaguje na wzrost rozwarstwienia, gdy goni za mirażem wzrostu gospodarczego.

Udawało się wtedy, gdy państwo miało zasoby i było w stanie prowadzić politykę mieszkaniową tj dostarczać mieszkań komunalnych. W zakresie budowy mieszkań ograniczało lub znosiło wolny rynek.

W zasadzie odnosi się to do każdej dziedziny życia , każdej podstawowej potrzeby. Przecież tam samo jest z opieką zdrowotną. Wprost się mówi się, że nie można zaspokoić potrzeb zdrowotnych. O tyle łatwiej się to akceptuje, ze istnieją rzeczywiste okoliczności , gdy wiedza medyczna nie może pomóc. Ale często nie pomaga wtedy gdy nie ma takich okoliczności.

Oczekiwanie od kapitalizmu ,że pomoże zaspokoić ludzkie potrzeby jest nieporozumieniem. Ten system tak nie działa ani też nie takie ma cele. Obojętne o jaką dziedzinę życia chodzi. Polskie programy polityki mieszkaniowej zostały ocenione przez NBP jako całkiem przeciw skuteczne , z których korzyści czerpią wyłącznie banki kredytujące oraz deweloperzy.

W systemie chodzi przecież o akumulację kapitału. Produkcja dóbr, zaspokojenia potrzeb to tylko środki do celu. W zasadzie wszyscy stanowimy środki obrotowe, którymi ktoś obraca.

http://forsal.pl/gospodarka/aktualnosci/artykuly/1052852,wos-skonczyc-z-mieszkaniowym-apartheidem-felieton.html?utm_source=mailing&utm_medium=forsal&utm_campaign=25-06-2017

Frasyniuk przeciw postsolidarności.

Posted in polityka with tags , , , , on Czerwiec 12, 2017 by aristoskr

Legenda Solidarności blokując miesięcznicę smoleńską przeszedł etap radykalizacji i zapewne włączył się do wyścigu o miano lidera totalnej opozycji, mając pewnie nadzieję zastąpienia Mateusza Kijowskiego.

Jak wiadomo legendy tworzą pisarze, poeci oraz nadworni historycy. Dwór teraz ma swoich historyków, piszą nowe legendy a te przecież nie mają i nie muszą mieć związków z rzeczywistością. Mają nieść przesłanie.

Legenda Frasyniuka to legenda Unii Wolności. Jeśli na chłodno zastanowić na nad symbolicznym odebraniem Wyborczej znaczka, to symboliczna racja była jednak po stronie Związku Zawodowego.

Jeśli ktoś pamięta słynne 21 postulatów z 1980 roku to, bez wnikania w motywy, ten rząd najbliżej jest ich zapisom. Rząd zajmuje się płaca minimalną, wolnymi niedzielami, bo o wolnych sobotach niektórzy już zdążyli zapomnieć. Obniżono wiek emerytalny i postanowiono wyrównać świadczenia emerytalne na początek poprzez obniżenie ich tym którzy zaczęli pracę w policji gdy jeszcze nie była policją. W ten sposób zniesiono już wszystkie przywileje MO i SB.

Diety co prawda podnoszone są tylko parlamentarzystom ale za to 500 złotych dostaje prawie każde dziecko. Każde katolickie dziecko.

Kościół katolicki jest wszechobecny w publicznych mediach, co jest poniekąd realizacją jednego z postulatów . W zmieszczonym w wikipedii tekście jest żądanie pluralizmu mediów, co przeczy mojej osobistej pamięci. To kolejna mała legenda. Polskie Radio w na swojej stronie przywołuje również postulaty choć nie podaje w którym zostało to zawarte.

Media publiczne poszły dalej i podają w zasadzie wyłącznie informacje, które akceptuje formacja wspierana przez dzisiejszy związek „Solidarność”.  O ironio władze PRL wymusiły wykreślenie żądania  zniesienia cenzury. Rząd Szydło chętnie by ją przywrócił wraz z Sacrum Officium. Co prawda na poprawę poziomu opieki medycznej nie ma co liczyć, choć rząd podjął wiele starań by była ona jak najbardziej zgodna z etyką katolicką.

Reasumując aktualny rząd jest najbliżej ducha i litery postulatów sierpniowych. Nawet jeśli interpretuje je czasem w niekonwencjonalny sposób. Postulaty były codzienne, szare, czasem dosyć przyziemne ale na pewno  równościowe.

Właśnie przeciwko temu rządowi zdecydował się wystąpić Władysław Frasyniuk. Nawet , jeśli ten rząd dzieli obywateli na równych i równiejszych, na pierwszy drugi i trzeci sort, to przynajmniej jasno to mówi.

Poprzednio używano równościowej retoryki podczas gdy praktyka mnożyła nierówności.

Ktoś  w internetowej sieci przytomnie zauważył, że Frasyniuka nie widziano na żadnej z blokad przeciw eksmisji, na żadnym strajku najbardziej wykorzystywanych. Nie wiem, może nikt go nie zapraszał. Jednak wydaje się, że trochę samozwańcza legenda oddaliła się od sierpnia 1980 tak daleko, że zniknęła za horyzontem.

Może się zdarzyć, iż niedługo rząd ogłosi, że zrealizował wreszcie niemal wszystkie postulaty (po za kartkami na żywność). Powie, że historia wreszcie zamknęła kolejny etap. Napisze kolejną legendę, której bohaterami byli, ci którzy zginęli w katastrofie.  Martwi bohaterowie sprawiają dużo mniej kłopotów niż żywi. Z żywymi legendami zawsze są kłopoty. Nie ważne jak się nazywają, nigdy nie są w stanie sprostać legendzie. Chyba, że potrafią pisać co dzień nową jej wersję. Nawet jeśli to jest wersja prosto z ucha prezesa.

Ludzie tworzą czasem kilka wersji legendy z różnymi zakończeniami, różnie rozkładając akcenty, różnie rozpisując role.  Czasem żadna z tych legend nie jest idealna, Czasem wszystkie są szare że aż prawie czarne. Czasem każdy wymyślą swoją, by móc unikać zderzenia z tym, co pamięta i staje się to jego pamięcią. I przestaje być ważne jak było naprawdę.

https://pl.wikisource.org/wiki/21_postulat%C3%B3w_Mi%C4%99dzyzak%C5%82adowego_Komitetu_Strajkowego_z_17_sierpnia_1980