Nieczuły rzecznik, bez pamięci

Posted in polityka, prawo with tags , , on Sierpień 31, 2010 by aristoskr

Pan Kochanowski nie ukrywał swoich poglądów o tyle Pani Lipowicz chowa je za zasłoną apolityczności. Na tyle jednak niedokładnie,
że można się zorientować  w poglądach Pani Nowej Rzecznik. I nie wydaja się one odbiegać od poglądów jej poprzednika. Czytaj dalej

Reklamy

Co dalej (robić) z lewicą ?

Posted in demokracja, lewica, polityka with tags , , , , on Grudzień 6, 2018 by aristoskr

Jesteśmy tam, gdzie wg Kisielewskiego jedni się mimo wszystko urządzają a nieliczni jednak szukają wyjścia. Polska lewica nawet ta ledwie nominalna ma za sobą błędy, wypaczenia i potknięcia. Ocena przeszłości nie powinna jednak służyć do rozliczeń, tym bardziej personalnych a do unikania tych samych błędów w przyszłości.

Problemy są w zasadzie w każdej z perspektyw, dalszej, ideologicznej i bliższej taktycznej.

O ile powrót do wartości socjaldemokratycznych można zauważyć np. Stanach Zjednoczonych gdzie rozwija się lewe skrzydło Partii Demokratycznej to w Europie, po za może Hiszpanią, lewica jest nadal na równi pochyłej.

W większość krajów Europy partie „starej” są raczej w rozsypce i nic nie wskazuje, że przed wyborami do Parlamentu Europejskiego coś może się poprawić. W Polsce jest cień szansy, że właśnie eurowybory mogą pozwolić lewicy na odbicie się od dna.

Tak się składa, że tylko lewica opowiada się w Polsce konsekwentnie za rozwojem projektu wspólnej Europy. Tylko lewica chciałaby dalszej integracji i wzmocnienia roli instytucji europejskich oraz zakresu współodpowiedzialności Europy nie tylko za polityką zagraniczną i obronną. Konieczna jest zmiana wspólnej polityki gospodarczej, szczególnie wobec globalnego kapitału globalnych firm.

Wyposażenie instytucji europejskich w narzędzia kontroli globalnego kapitału, uczynienie z Unii Europejskiej jednolitego obszaru podatkowego dla działających na tym terenie podmiotów gospodarczych, powinno się spodobać zarówno lewicowym wyborcom jak i prawicowym krytykom globalizacji.

Lewica nie powinna sprzeciwiać się dalszej integracji i współpracy na wszystkich również poza traktatowych płaszczyznach. Powinna również wypracować politykę współpracy ze wszystkimi sąsiadami Unii Europejskiej , włącznie z Rosją i krajami basenu Morza Śródziemnego.

Należąca do Europejskiej Partii Ludowej Platforma Obywatelska czy to sam, czy razem z pożartymi przystawkami, nie jest w stanie zaproponować żadnego nowego rozwiązania czy to w ramach Unii Europejskiej, czy na lokalnym Polskim gruncie. Nie ma żadnych przesłanek programowych, które mogłyby zachęć kogokolwiek, kto wcześniej nie był w PO, do wspólnego startu. Wiedzą o tym również w PSL i raczej nie zdecydują się na koalicję wyborczą, pomimo tego, że i tak należą do tej samej grupy w europarlamencie.

I ile PiS i jemu podobne ugrupowania są reliktami XIX wieku, to PO jest intelektualnie pusta jak wielkanocna pisanka.

Dla wyborów europejskich istotne będą dwie sprawy. Pierwsza to ewentualna zmian linii politycznej w Niemczech, która musi wpłynąć na całe liberalne centrum w Europie. Druga to związanie wyborów Europejskich z sytuacją polityczną wewnątrz poszczególnych krajów Unii. Szczególnie istotne będzie to we Włoszech, Hiszpanii i Francji. We Włoszech i Francji można się spodziewać dalszej dekompozycji sceny politycznej. W Hiszpanii pojawiła się opozycja neofaszystowska na prawo od Partii Ludowej co może wstrząsnąć sceną polityczną bardziej niż powstanie Podemos.

Powołanie nowej komisji europejskiej może okazać się bardzo problematyczne. Zbliżające się wybory europejskie mogą stać politycznym wstrząsem i spowodować kryzys o wiele większy niż Brexit.

Mobilizacja na lewej stronie polskiej polityki jest więc niezwykle ważna nie tylko dla Polski ale i dla całej Europy. Utrzymanie polskiej lewicy w europejskim parlamencie staje się niezwykle ważne. I mogłoby też dać sygnał do powrotu ugrupowania lewicowego do polskiej parlamentu

Samorząd po wyborach.

Posted in polityka with tags , , on Listopad 28, 2018 by aristoskr

Czy tu zaszła zmiana? Jeśli tak, to Dąbrowska mogłaby jej nie zauważyć. Realna zmiana to nie tylko zmiana wizytówek na drzwiach. Ciekawi mnie, czy ktoś badał i porównywał działanie np. sejmiku podkarpackiego z funkcjonowaniem innych sejmików. Bo jeśli nie było większej różnicy…

Nie słyszałem doniesień, że na Podkarpaciu żyje się jakoś szczególnie lepiej  czy chociaż szczęśliwiej. Po za może rozszerzeniem klauzuli sumienia, przez ludzi zdaje się sumienia pozbawionych.

Co się może zmienić ? Media donoszą, że MEN chce dopłacać szkołom średnim z mniejszych miejscowości, by tam chętniej zgłaszali się uczniowie, wrzuceni przez MEN do tzw. kumulacji roczników. Celem ma być zwiększenie atrakcyjności tych szkół dla tych, którzy nie dostaną się do wymarzonych szkół w dużych miastach. Cóż, cel raczej nie zostanie osiągnięty, bo nawet dosyć przeciętna szkoła w dużym mieście wydaje się być bardziej atrakcyjna niż nawet przyzwoite liceum na głębokiej prowincji. Do którego i tak normalnie dojechać się nie da.

Jeśli to nie będzie jednorazowy gest rządzących to, niejako przy okazji, może to poprawić szanse edukacyjne uczniów lokalnych i prowincjonalnych szkół. Oczywiście wiem, że żadnej władzy, tym bardziej tej, nie chodzi o jakieś tam wyrównywanie szans.

Wprowadzając 500+ nowa władza też przecież nie robiła tego z troski o dzieci ale dzieci (i rodzice) na tym zyskały.

W kolejnej z kolejnych nowelizacji ustawy o transporcie publicznym, nikt nie wie czy i kiedy wejdzie w życie, proponuje się umożliwienie otwarcia gimbusów dla osób innych niż uczniowie. Jeśli żaden transport publiczny nie dociera do miejscowości, to taką role mogłyby przejąć gimbusy. Nie byłaby to wielka rewolucja ani też zakończenie wykluczenia transportowego ale krok w dobrym kierunku. Pytanie, czy nastąpi.

Ostatnio szef Klubu Jagiellońskiego, czyli jedynego względnie „świeckiego” zaplecza  intelektualnego dobrej zmiany, „oskarżył” samorządy o to, że zniszczyły podstawy społeczeństwa obywatelskiego. Daleki jestem od idealizacji działań samorządu, jednak taka teza to dosyć zuchwałe przesunięcie odpowiedzialności. Po za tym, nie można zniszczyć czegoś, co nie miało szansy zaistnieć.

Wbrew iluzjom po roku 1989 nie powstał zdecentralizowany system organizacji państwa ani też nie było nigdy podjętych działań na rzecz budowy społeczeństwa obywatelskiego. Reforma samorządowa z 1998 roku nie decentralizowała władzy a jedynie porządkowała system. Zresztą wszystkie kolejne poprawki do ustawa samorządowych zwiększały zależność samorządów od władzy centralnej a praktyka działania kolejnych rządów tę centralizację dodatkowo zwiększały. Podstawa relacji rząd – samorządy wyrażała się w przenoszeniu na samorządy zadań publicznych bez adekwatnych środków finansowania tych zadań. Lista tych działań jest długa, chwilowo kończy się na deformie edukacyjnej.

Jeszcze kilka lat, cześć samorządów będzie korzystała z dopalaczy czyli funduszy europejskich. To ostatnia taka perspektywa finansowa i ostatni taki hojny budżet Unii. Fundusze Europejskie mają swój udział w olbrzymiej większości inwestycji lokalnych. Ich istotne zmniejszenie, co jest nieuchronne, pokaże jakie są faktyczne możliwości inwestycyjne samorządów.

Miecz Damoklesa już wisi. I nie będzie ważne kto ma władzę, w którym sejmiku.

Sto lat i jeden dzień

Posted in polityka with tags , , on Listopad 19, 2018 by aristoskr

 

Sto lat temu, mnie więcej, powstała Polska, dla tego świętowaliśmy o jeden dzień dłużej. Nie był to jednak dzień poświęcony refleksji. A szkoda, skoro pojawił się nieomal znikąd.

Refleksja, rzadko towarzyszy Polakom. Rzadko towarzyszyła w początkowym okresie istnienia Polski , niezbyt często w czasie PRL-u a teraz, mam wrażenie że w ogóle trudno trafić na jej ślad.

Jeden Marcin Król wiosny nie czyni. Mamy klimatyczne ocieplenie a w Polsce intelektualna zima. Taki klimat, jak nieoczekiwanie adekwatnie zauważyła eks minister. Jesteśmy społeczeństwem bonmotów, lepszych czy gorszych. Często, jak wypadku klimatu pani minister, aktualność wychodzi zupełnie nieoczekiwanie. Inne nie mniej adekwatne można mnożyć, od czasów Ziuka z wąsami do czasu Wielkiego Łowczego, który wąsy zgolił.

Bon moty i dziś zastępują refleksję nad codziennością. Trywializacja może być jednocześnie objawem rozpaczy jak i lekceważenia. Pozbawione nadziei społeczeństwo wybiera polityków, którzy następnie lekce sobie ważą wyborców. Trochę słusznie, skoro ci wybrali ludzi bez pojęcia i bez właściwości, trochę z zupełnego braku pomysłów na to co i jak robić.  A jak nie wiemy co robić, to róbmy pieniądze, dla siebie oczywiście bo przecież dla wszystkich nie starczy.

Taka, to w skrócie historia polskiej demokracji po roku 1989.

Z perspektywy tych trzydziestu lat zaryzykowałbym hipotezę, że elitę władzy, która ukształtowała się po roku 1989 cechuje ignorancja, brak odpowiedzialności, brak perspektywicznej wizji. Podejmowane decyzje były takim samy stopniu  przypadkowe jak podejmowane pod wpływem wpływowych lobby. Nawet dobre pomysły zostały wypaczone lub wykorzystane dla prywatnych zysków , jak np. Spółdzielcze Kasy Oszczędnościowe.

Możemy oczywiście cieszyć się postępu cywilizacyjnego, nowych zabawek dostępnych dużej części. Z prawie luksusowych samochodów, używanych ale prawie nowych. Z telefonów które bywają bardziej „smart” niż ich użytkownicy.

Patrzeć na żałosnych patriotów, śniących sen o minionej potędze.

Historia jest istotna o tyle o ile wyciągamy z niej wnioski na przyszłość. Czyli zwykle nie jest istotna wcale. Skończyło się na tym, że oficjalne obchody 100 – leci od(u)zyskania państwowości zaczęły i skończyły się na narodowcach. Ateista Dmowski, chichotałby zza grobu. Zwłaszcza, że 11 listopada 2018 roku nie zdarzyło się nic, po za symbolicznym końcem I wojny Światowej. Polskie państwo powstałoby, nawet gdyby Rada Regencyjna zapiłaby się na śmierć, a pociąg z Piłsudskim nigdy by nie wyjechał z Magdeburga.

PRL uczciło symboliczną rocznicę powstania państwa Polan budowaniem szkół. Choć jak dzisiaj w wiemy ani to nie było państwo Polan ani też, nie było żadnego chrztu a symboliczną datę należałoby przesunąć na rok 1000 i rządy Chrobrego. Ale na budowanie szkół nie ma złej okazji.

Na nacjonalizm zaś, zawsze jest zła pora. Szkoda więc trochę tych 100 lat, w takim narodowym klimacie. I tych szkół, opuszczanych przez absolwentów bez historii, i bez rozsądku, i bez refleksji.

Kronika zapowiedzianej klęski

Posted in polityka with tags , , , , , on Listopad 4, 2018 by aristoskr

Po dwóch tygodniach od wyborów jedno wydaje się pewne. Wybory samorządowe wygrało Prawo i Sprawiedliwość. Osiągnęło najlepsze wyniki w wyborach do 9 sejmików wojewódzkich, w tym w 6 zyskało bezwzględną większość. Prawdopodobnie uda mu się stworzyć koalicję i przejąć władzę również w 7 czyli dolnośląskim.

W porównaniu z wyborami w 2014 roku PiS zyskał prawie 2 mln głosów, a w porównaniu z wyborami do sejmu w 2015 roku ponad 50 tys głosów.

Anty-PiS obronił większość miast, w których rządził ale to nie poprawi pozycji sił opozycyjnych. PiS pokazał już jak potrafi używać wszystkich dostępnych narzędzi władzy państwowej do bieżącej walki politycznej.

W ciągu całych wyborów PiS cały czas był w ofensywie a reszta broniła tylko stanu posiadania. Program Koalicji był dosyć prosty. Straszyć PiS-em. PiS to zagrożenie dla samorządności, zawłaszczanie instytucji publicznych, centralizacja władzy.

To oczywiście prawda. Tyle, że… To wszystko zaczęło się przed PiS-em.

Propozycje działań w samorządach przedstawiły wyłącznie ugrupowania szeroko rozumianej lewicy… Tyle, że w tej kampanii wcale nie chodziło samorządy i programy. Chodziło tylko o władzę.

Trudno powiedzieć, czy wszyscy świadomie i zaangażowaniem wzięli udział w grze zaprojektowanej przez PiS. Trudno też powiedzieć, czy taki był plan PiS. Tym niemniej, wyborcza polaryzacja w efekcie wychodzi na korzyść PiS. Trzeba zauważyć, że frekwencja wyborcza w wyborach do sejmików, była wyższa w województwa,
w których zwyciężało PiS.

Polaryzacja wysysała elektorat mniejszych ugrupowań.
To w mniejszym stopniu przeszkadzało PiS, bo przejęcie wyborców Korwina czy Kukiza od początku było mu na rękę. Kanibalizacja mniejszych partii zmniejszała jednak możliwości koalicyjne opozycji. Utrata elektoratu przez mniejsze partie wyrzucała je z systemu a korzyści przypadały najsilniejszemu ugrupowaniu, którym zwykle bywał PiS.

Najboleśniej te straty odczuło Razem, którego elektorat wykazał się największą podatnością na racjonalizm głosowania.

Utratę wyborców w mniejszym stopniu dotknęła SLD, lecz straty sojuszu były o wiele większe. Stosunkowo niewielkie ubytki w liczbie wyborców przełożyły się na straty mandatów liczone w dziesiątkach. SLD zostało praktycznie wymiecione z samorządów dużych miast a w sejmikach pozostała mu co najwyżej rola języczka u wagi. Uzyskany wynik daje co prawda nadzieję na powrót do Sejmu w wyborach 2019… Ale tylko wtedy, gdy nie dojdzie do poważnych zmian na scenie wyborczej a SLD utrzyma przy sobie wyborców.

Tuż po wyborach liderzy Razem ogłosili nowe otwarcie, deklarując gotowość do rozmów o szerokiej koalicji sił lewicy, nawet razem z SLD. To znacząca zmiana frontu , bo wykluczenie związków z SLD było jedną z podstaw doktryny nowej partii. Trudno powiedzieć, jak członkowie i sympatycy SLD przyjmą tę deklarację, tyleż racjonalną co zaskakującą. Czy dojdzie to sojuszu wyborczego i ogłoszenia wspólnej platformy programowej nie wiadomo. Czy odniesie ona oczekiwany skutek wyborczy ?

Też trudno dziś ocenić. Ugrupowania lewicowe nie mają zresztą dziś innego wyjścia niż wymuszona czy przemyślana współpraca.

Liberalne centrum ma inną taktykę. To oczekiwanie na księcia na białym koniu, który przyjedzie z Brukseli na białym koniu i zwycięży w wyborach prezydenckich.

Żeby ta taktyka przyniosła efekt Donald Tusk musi ogłosić swoją decyzję przed wyborami parlamentarnymi.

Czy jednak to wystarczy, by anty-pis odniósł oczekiwany sukces ?

Prawica, lewica. Wersja dla opornych.

Posted in polityka on Październik 25, 2018 by aristoskr

Na początku było bagno. Z bagna wyłoniła się lewica a to co zostało po prawej strony bagna nazwano prawicą. To swobodna trawestacja Robespierre, który dosyć pogardliwe traktował umiarkowanych członków Konstytuanty. Prawicę stanowili rojaliści, wierni królowi.

I tak już zostało. Lewica to ci, którzy chcą radykalnych a przynajmniej daleko idących zmian. Centrum, które zmiany toleruje lub tylko o nich mówi oraz prawica, która chce przywrócić „stary porządek”.

Podział jest nieprecyzyjny, relatywny i kontekstowy. W każdym systemie politycznym może przyjmować nieco inny kształt. Bez znajomości systemu politycznego nie sposób wysnuwać żadnych wniosków politycznych.

Aby jednak taki podział miał, choćby odrobinę sensu musi być spełniony warunek podstawowy – system polityczny musi pozwalać na polityczny pluralizm i respektować mechanizmy demokracji.

Na europejskiej scenie politycznej, czyli w Europejskim Parlamencie, centrum stanowią partie zrzeszone w Europejskiej Partii Ludowej. Na prawo od nich jest tłum, począwszy od Liberałów i Demokratów (bardziej liberałów), Konserwatystów i Reformatorów  (reformatorów?), po Sojusz Wolności Farage’a i Sojusz Wolności Le Pen. Przed albo już za ścianą. Na lewicy to topniejąca grupa „starej socjaldemokracji”. Na lewej lewicy tylko Lewica Antykapitalistyczna. Europejscy Zieloni zdaje się, podążają śladem grupy niemieckiej i wylądują w samym centrum.

Gdy spróbujemy nałożyć europejską siatkę poglądów na polską scenę polityczną, to granica między lewicą a centrum przebiegałaby na obrzeżach SLD. Na „lewicy” mamy Razem i malutką grupkę Ikonowicza. Centro prawica to Nowoczesna z Platformą Obywatelską. Skrajną europejską prawicę reprezentuje Prawica Zjednoczona wokół PiS a potem to już europejska ściana. Za tą ścianą kłębi się jednak polski prawicowy plankton.

Większość polskich polityków operuje, niestety, wiedzą polityczną na poziomie co najwyżej publicystycznym. Zapisywali się do tej samej partii, partii władzy, aczkolwiek, różnie się ona w różnych okresach, nazywała.

Używanie terminu lewica czy centrolewica, czy lewica liberalna, centroprawica często ma na celu uniknięcie jednoznacznych deklaracji, zacieraniu różnic. Wyraża tylko intencję lub tęsknotę za wartościami. Stanowi często zasłonę dymną przed potencjalnymi wyborcami, do których puszcza się prawe lub lewe oko.

Deklaracje prawica – lewica mają znaczenie tylko we względnie zrównoważonych i ustabilizowanych systemach politycznych. Wtedy, zarówno używający tego terminu, jak i audytorium, poruszają się w znanym sobie zakresie znaczeń i oczekiwań. Nie jest to częsty przypadek zwłaszcza ostatnio, gdy w wielu krajach Europy, może po za Wielką Brytanią i Hiszpanią, dochodzi do dużych przetasowań na scenie politycznej. Nowi politycy świadomie tworzą chaos pojęciowy, chcąc wykorzystać pozytywne resentymenty ideologiczne elektoratów „starych” partii.  To w Europie.

W Polsce wszystkie partie działają w sferze chaosu, w który wartości utonęły w morzu ignorancji. To ignorancja jest najwyższą polską cnotą nie tylko polityczną.

Subiektywny poradnik wyborczy dla opornych

Posted in polityka with tags , , , on Październik 18, 2018 by aristoskr

Gdybym napisał, na kogo będę głosował i z jakich powodów, było by smutno szaro i ponuro, bez fajerwerków, ironii i sarkazmów, czyli tych ozdobników tekstowych, które lubię najbardziej. Więc napiszę na kogo, moim zdaniem, nie należy głosować.

Po pierwsze, nie należy głosować na notorycznych kłamców. Ujawniło ich się ostatnio dosyć dużo a sięgnięcie głębiej w swoją pamięć lub otchłanie Internetu spowoduje, że przypomnimy sobie ich jeszcze więcej. To bolesny proces ale bardzo pomaga, szczególnie kiedy nie możemy się zdecydować, ani na konkretną listę, ani na konkretnego kandydata.

Uwaga, nie ma sztywnych kryteriów ale jeśli na jednej liście znajdziemy co najmniej dwóch notorycznych kłamców, to w zasadzie można sobie już dać spokój z taką listą. Chyba, że jest na niej nasz oblubieniec/oblubienica.

Jeśli kandydat/ka zalewa okolicę makulaturą, pardon ulotkami wyborczymi oraz patrzy na Ciebie z każdego słupa i tablicy ogłoszeń, daj sobie z nim/ą spokój. Widać, że ma stabilne przychody więc praca u wyborców nie jest mu/jej potrzebna. Po za tym zawsze może wziąć kolejny kredyt i założyć firmę.

Oczywiście warto jest przeglądnąć ulotkę kandydata/ki. Jeśli ma zdjęcie z osobą, której widok nic ci nie mówi, daj sobie z nim/ą spokój. Tym bardziej, jeśli ma zdjęcie z osobą, która wzbudza u ciebie negatywne emocje oraz napływ do ust wyrazów mięsotworczych.

Unikaj kandydatów, którzy piszą o czym marzą. Szukasz przecież kogoś to umowy na czas określony i wykonania konkretnych zadań, rozwiązania konkretnych problemów. Marzenia to fajna rzecz. Ale mamy sprawy do załatwienia.

Jeśli kandydat/ka ma ulotkę, z treścią odbiegającą od standardów języka polskiego to może lepiej trzymaj swój głos daleko od niej/go. Nie ważne jak często pisze słowo naród z dużej litery. Znaczy to, że na tym języku nie bardzo mu/jej zależy, ani też nie zna osobiście nikogo, komu by trochę zależało. Na języku oraz na kandydacie/tce.

Jeśli kandydat/ka ma plakat, zobacz gdzie on wisi. Jeśli na latarni, słupie, pomniku przyrody, kościele… Raczej daj sobie spokój z takim plakatem. I kandydatem/tką. Niechaj wisi samotnie.

Jeśli z kandydatem/tką spotkałeś się, przy okazji wyborów po raz pierwszy, to raczej nie jest dobra rekomendacja. Choć oczywiście, może być osobą aktywną w ważnej dziedzinie, która jakoś mniej zaprzątała twoją uwagę. Skoro jednak zaprzątała mniej, to może warto skupić się na tych kandydat(k)ach, którzy są aktywni w dziedzinach,  naprawdę są dla Ciebie ważnych.

Jeśli wykorzystując tę, lub inną metodę eliminacji, pozostanie ktoś, na kogo można oddać głos, to znaczy mój Wyborco, że jesteś szczęściarzem.

Jeżeli jednak, przypadkiem okaże się, że masz do dyspozycji więcej niż jednego kandydata, to znaczy, że masz coś więcej niż szczęście. Masz wybór.

Korzystaj z niego dopóki możesz.

Najbliższa okazja 21 października.

Luxtorpedą w przeszłość

Posted in polityka with tags , , , on Październik 15, 2018 by aristoskr

Trudno powiedzieć, żeby ostatnie rządy miały jakieś specjalnie różne koncepcje  transportowe. Zawsze najważniejsze były autostrady a na kolei Pendolino. Obecny rząd dodał jeszcze kolejkę na Kasprowy Wierch, odkupioną z obcej raki. Niestety nic nie wskazuje na to, by elektryczna nasza polska mała Tesla, miała kiedykolwiek wyjechać z garażu. Pardon, z desek kreślarskich.

Hasło lotnisko w każdym województwie, wzbogacone o Narodowy Port Lotniczy, wyraźnie pokazuje preferencje. Wszystko dla bogatszych, rower na raty dla reszty. O ile posiadają oczywiście zdolność kredytową. Szczerze mówiąc zamiast narodowego portu lotniczego, gdzieś w polu albo Baranowie (nazwa skądinąd symboliczna), wolałbym kosmodrom narodowy. Przynajmniej nie miałby żadnej konkurencji w całej Europie.

Budujemy autostrady i drogi ekspresowe, a dla dróg lokalnych są specjalne programy. Inwestycja drogowa to chluba każdego samorządu, ważniejsza niż oczyszczalnia ścieków, przedszkole czy żłobek. W raporcie przygotowanym przez Gazetę Wyborczą (Big Data) Małopolska jest chwalona za lotnisko, budowę S7, kolej aglomeracyjną. W perspektywie jawi się jeszcze połączenie kolejowe Podłęże – Piekiełko. Do pełni szczęścia brakuje, niektórym, tylko zakończenie niekończących się remontów linii kolejowej do Katowic.

Rządowy program integracji producentów środków komunikacji odjechał właśnie w siną dal. Polska montownia autobusów i tramwajów „Solaris” zmieniła właściciela. Właściwie to montowania autobusów, bo tramwaje Solaris sprzedał już wcześniej Stadlerowi. Zbigniew Jakubas, właściciel nowosądeckiego „NEWAG-u”, też nie wyraził ochoty współpracy z PiS tj. bydgoską PESĄ w realizacji Luxtorpedy. Może szkoda, bo w dłuższej perspektywie rodzimi producenci, czy raczej rodzime montownie, pojazdów komunikacji w najlepszym razie podzielą los „Solarisa”.

W najgorszym mogą też podzielić los „Ursusa” który po raz kolejny zmierza ku powolnej śmierci. Ostatni program będący namiastką, choć realną, komunikacji lokalnej, to program ”Gimbusów”. W latach 1999 2010 – zakupiono 1400 autobusów dla gmin by dowozić dzieci do gimnazjów. Prawie połowę pojazdów zakupiono w latach 2001 – 2005.  Scentralizowany system przetargów sprawił, ze autobusy były tanie i wszystkie zakupione zostały zmontowane w Polsce. To był czas prosperity dla zakładów w Jelczu i Sanoku. W czasach rządów PiS nie zakupiono ani jednego, w dodatku przepadły zarezerwowane na to środku z funduszy unijnych. Roman Giertych, ówczesny minister edukacji , nie poradził sobie z tak skomplikowaną sprawą jak zakup autobusów.

Nie ma programu rozwoju, czy raczej odbudowy, komunikacji lokalnej i subregionalnej. Nikt nie myśli o tych, którzy mieszkają dalej niż 10 kilometrów od Krakowa (czy innego większego miasta) w dodatku bez dostępu do linii kolejowej. Dla nich, w najlepszym wypadku, są busy, w przeróżnym stanie. Od stanu względnie stabilnego, aż do stanu w którym przekroczony został okresu połowicznego rozpadu pojazdu. Potem, ci bardziej zakotwiczeni w Krakowie narzekają, że przez te busy, i korki większe, i zanieczyszczeń powietrza przybywa. Gimbusy dożywają już emerytury i nic nie wskazuje, że coś może je zastąpić. Tym bardziej, że nie ma już gimnazjów. Za radą Lecha stłuczono termometr. Zaś Jarosław opowiada bajki o Polsce „B” która ma dogonić, Polskę „A”, a tymczasem zbliża się bardziej do „D”.

 

%d blogerów lubi to: