Nieczuły rzecznik, bez pamięci

Posted in polityka, prawo with tags , , on Sierpień 31, 2010 by aristoskr

Pan Kochanowski nie ukrywał swoich poglądów o tyle Pani Lipowicz chowa je za zasłoną apolityczności. Na tyle jednak niedokładnie,
że można się zorientować  w poglądach Pani Nowej Rzecznik. I nie wydaja się one odbiegać od poglądów jej poprzednika. Czytaj dalej

Reklamy

Co po Andrzeju Urbańczyku…

Posted in polityka on Sierpień 7, 2018 by aristoskr

 

Zastanawianie się co by było gdyby, nie leży w mojej naturze. Próżno gdybać, co byłoby, gdyby nie wypłynął wtedy za daleko. Pewnie wszystko w życiu politycznym potoczyłoby się tak, jak się potoczyło. Tyle, że nie zastanawiałbym się teraz – może – nad brakiem kontynuacji.

Bo kontynuatorów tego, co chciał i robił w życiu publicznym, jest wielu. I choć pewnie robią to na swój sposób, choć, niektórzy zdziwiliby się, gdyby tak ich nazywać.

Ale wystarczy spojrzeć na listę tych, którym Kuźnica wręczyła Kowadła. Tych, którzy przyjęli nagrodę nazwaną Imieniem i Nazwiskiem Andrzeja Urbańczyka. I na wielu innych, którzy na tych listach nie figurują, a o których wiemy, że są. Wielu ich a efektów nie widać. Tyle, że myśl trwa i rozmowa o wartościach.

Zadziwić by Go mogło, gdyby mógł zobaczyć, choć oczywiście nie może, jak mało myśli i myślących zostało tam, gdzie toczy się życie polityczne. Po prawdzie nigdy nie było ich tam dużo, ale dzisiejsze braki są nad wyraz widoczne. No, cóż, o wartościach mogą rozmawiać tylko ci, którzy nie tylko uszy ale i umysły mają otwarte. Nie tylko patrzą ale i chcą coś zobaczyć. Rzeczywistość nie jest łatwa do opisania – i zrozumienia. Dużo łatwiej jest patrzeć na ulubiony obrazek, nieważne ile farby zużyto na kolejne retusze.

Żyjemy w epoce, gdy wszyscy chcą grać w monopol. Gromadzić siły i przesuwać się na nowe pozycje. PIS przesunął się na prawo, przesuwając przy okazji kilka ścian. Platforma, która już dawno zapomniała, że chciała być obywatelska, przesunęła się wdzięcznie na zwolnione miejsce udając jednocześnie, że to w dalszym ciągu jest środek. Lewica po różnymi etykietami wjechała na rondo i pożera swój ogon. Co będzie dalej? Jak powiedziałby dawniej pan Hawranek – „Ja se ne boim, ja mam rakowinu”.

Ale, w przeciwieństwie do mnie, Andrzej Urbańczyk był optymistą. Uważał, że zawsze jest miejsce i czas na zrobienie czegoś pożytecznego.

Napisane dla Stowarzyszenia Kuźnica w sierpniu 2009 roku.

Również na http://www.sofijon.pl/module/article/one/386

Prawnicy a prawa człowieka, czyli moje prawa.

Posted in polityka on Sierpień 2, 2018 by aristoskr

Uwaga. tekst archiwalny. Napisałem go w czerwcu 2012 roku. Pierwotnie zamieszczony był na blogosferze onetu.

To tylko jeden z przykładów pokazujący , że z polskim prawem , prawnikami i sądami, sprawa wcale nie jest taka prosta

 

Wyrok skazujący Dorotę Rabczewską jest podwójną porażką prawa i rozumu.

Porażką polskich prawników i porażką filozofii praw człowieka i wolności obywatelskich.

Potwierdza niski poziom stanowienia i egzekucji prawa. A tekst wpływowego przecież (członka Krajowej Rady Sądownictwa) sędziego Waldemara Żurka świadczy o doskonałym samopoczuciu i zadowoleniu z siebie środowiska prawniczego i oraz słabym przyswojeniu sobie koncepcji praw i wolności obywatelskich oraz świadomości obowiązków nałożonych w systemie demokratycznym na sądy i sędziów.

Wyroki w sprawie Pani Rabczewskiej ilustrują jak bezradne wobec wymiaru sprawiedliwości mogą być nawet osoby których stać na opłacenie prawnika.

I niestety świadczy o lekceważeniu dla elementarnej inteligencji i wiedzy naukowej, instrumentalnym traktowaniu ekspertyz sądowych i tolerowaniu niskiej jakość intelektualnej ekspertów sądowych.

Ten casus ujawnił z jednej strony indolencję prokuratury, z drugiej  lekceważenie praw obywatelskich. Prokuratura powinna wniosek p. Ryszarda Nowaka delikatnie lub nie,  odrzucić. Dokładnie czytając, aczkolwiek trudno mi sobie wyobrazić, by Pan Nowak był w stanie cokolwiek napisać z sensem.

Kolejne porażki zadał systemowi prawa sąd pierwszej instancji a po nim kolejny.

Ale prawdziwe poruszenie wywołał we mnie tekst sędziego Żurka.

Odmawia on celebrytce Dodzie prawa do głoszenia swoich poglądów pozostawiając oczywiście to prawo „nie-elebrycie” Nowakowi. Na temat p. Nowaka ( nie tylko zresztą ja) nie jestem w stanie napisać żadnego dobrego słowa… więc zmilczę.

Sędzia Żurek przytacza lekceważące opinie o Rabczewskiej, a milczy zaś o Nowaku, który już dawno powinien poszukać pomocy terapeuty, przynajmniej psychologa.

Dziękuje Ewie Siedleckiej za przypomnienie do jakich anachronizmów odwołuje się odwołuje się przepis artykułu 196 kk który powinien być już dawno wymazany.

Nie mogę się z nią zgodzić, gdy solidaryzuje się z sędzią Żurkiem. O ile wyroki sądu skazujące Rabczewską mogłyby być efektem ciągu pomyłek i niestaranności, to tekst sędziego udowadnia, że były one jednak wynikiem pewnych mechanizmów sądowniczych, specyficznego rozumienia prawa do wolności słowa.

W takim układzie, słowa Pana Nowaka zawsze będą znaczyły więcej niż słowa innych ludzi.

A łatwo obrażające się uczucia wygrają z każdym racjonalnym argumentem.

Wnioski? „Świętokradczy” paragraf należy wykreślić z kk a prawników lepiej edukować w prawie rzymskim i kanonicznym ale przede wszystkim o systemie praw i wolności człowieka i obywatela. A sędziom to przydałby się ewidentnie jakiś dokształt.

http://wyborcza.pl/1,76842,11991466,Senator_stronniczy__choc_niezalezny.html

http://wyborcza.pl/1,126764,11976827,Doda_jest_niewinna__list_.html#ixzz1yPWr5p4Z

http://www.przekroj.pl/artykul/815231,896927-Ujma-z-Doda.html

http://wyborcza.pl/1,76842,12002814,Doda_a_sprawa_polska.html

Rozważania o państwie zamiast referendum

Posted in polityka on Lipiec 30, 2018 by aristoskr

Referendum upadło, choć zapewne nie z powodu jego infantylizmu i grafomanii autorów pytań ale raczej dlatego, że partia rządząca nie jest gotowa do jakiejkolwiek poważnej dyskusji o państwie. Forsowane rozwiązania prawne w bardziej lub mniej oczywisty sposób łamią ducha i literę konstytucji. Jednak nowe propozycje ujawniły z jednej strony oczywistość łamania prawa z drugiej ostatecznie pokazałyby, do jakiego reżimu sprawowania władzy dąży Jarosław Kaczyński z ekipą.

Jednak skoro z konstytucją nikt od dawna się nie liczy ale formalnie jej dni są policzone , to co szkodzi podywagować sobie o nowych rozwiązaniach .

Zebrane dotąd doświadczenia pozwalają, przynajmniej mnie, na wysnucie wniosków, że dotychczasowy system polityczny raczej się nie sprawdził.

Ale po kolei.

Prezydent.

Aktualnie pełniący obowiązki prezydenta dowiódł chyba, że funkcja prezydenta jest zupełnie zbędna. Kompetencje prezydenta pisane w konstytucji z 1995 roku dawały prezydentowi funkcję arbitra i rozjemcy. Arbitrem bywał tylko czasem Aleksander Kwaśniewski, rozjemcą chyba nikt.  A skoro wyraźnie widać obniżenie się poziomu pozytywnych cech u kolejnych prezydentów, to może  trzeba dać sobie spokój z tą funkcją ?

W ramach kompromisu można by pozostawić funkcję prezydenta wybieranego przez parlament na jedną pięcioletnią kadencję bez możliwości ponownego wyboru. Na wzór niemiecki ale bez ukrytej opcji.

Parlament.

Polski parlament ulega degeneracji tak samo jak polska polityka i polski system partyjny. Do zwolenników jednomandatowych okręgów zapewne nie dociera zapewne, że senat , którzy zawsze był mało przydatny, teraz służy wyłącznie za przedmiot kpin. Likwidacja tej izby „refleksji” jest niezbędna. Jak zburzenie Kartaginy.

Jednym z problemów polskiej polityki jest stałe zmniejszanie proporcjonalności systemu wyborczego, poprzez stosowanie metody d’Honta i manipulowanie wielkością okręgów wyborczych.

Najlepsze efekty dała chyba jednak ordynacja obowiązująca w 2001 roku.  Mandaty dzielono według zmodyfikowanej metody Sainte-Laguë. Najmniejszy okręg wyborczy miał 7 mandatów (Chrzanów), a największy 19 (Warszawa). Wszystkich 460 posłów wybierano w okręgach wyborczych. Po likwidacji Senatu można by zwiększyć liczbę posłów np. o 30 przywracając listę krajową, co dałoby premię ugrupowaniom, które przekroczyły 10 %. Równocześnie można by obniżyć prób wyborczy do 4 procent.

Otrzymalibyśmy sejm bardziej proporcjonalny, bardziej związany z wyborcami i trochę skazany wypracowywanie kompromisów. A kompromis jest istotą demokracji.

Trybunał.

Ostatnim elementem takiej układanki pozostaje Trybunał konstytucyjny. Niestety wśród jego dokonań sprzed roku 2017 jest więcej porażek niż korzyści, że wspomnę tylko takie ideologicznie i nie posiadające podstaw prawnych werdykty jak obalenie 50 % stawki podatku PIT, unieważnienie liberalizacji ustawy antyaborcyjnej czy koncepcja ochrony życia od poczęcia.

Z stawką 50 jest w ogóle ciekawa sprawa ponieważ Trybunał zakwestionował tryb jej wprowadzenia za co odpowiedzialny był rząd Marka Belki przeciwny jej wprowadzeniu. Nie wprowadził jest również rząd PiS i Samoobrony choć mógł to zrobić jesienią 2005 roku a za wprowadzeniem tej stawki PiS wcześniej głosował. Nie zrobił tego i sprawa ostatecznie upadła. Bo PiS przecież zawsze był za sprawiedliwością. PO przynajmniej szczerze zawsze była przeciw

Należałoby więc skończyć z prawotwórczą rolą Trybunału i wprowadzić możliwość uchylania przez Sejm jego postanowień, konstytucyjną większością. Skoro parlament uchwala konstytucję, parlament powinien mieć prawo jej ostatecznej interpretacji.

Możliwość uchylania decyzji Trybunału nie jest taka rzadka w Europie, obowiązuje w Grecji Belgii, czy Finlandii. Praworządność tych krajów nie raczej kwestionowana.

A biorąc pod uwagę poziom kompetencji prawnych, jaki reprezentują aktualnie aktywni w mediach absolwenci wydziałów praws, wolę wypracowany w proporcjonalnym parlamencie kompromis niż wiarę w nieomylność trybunałów.

Ciąg dalszy nastąpi…

Mój Maanam

Posted in polityka on Lipiec 28, 2018 by aristoskr

Mój pierwszy emocjonalny kontakt z muzyką rockową to była Budka Suflera. Druga połowa podstawówki i Samotny dom i Ona przyszła prosto z chmur. Początek dorastania i zmiana sposobu widzenia rzeczywistości. Skończyły się dziecięce smutki i radości zaczęły się problemy dojrzewania i sekretne życie Adriana Mole’a.

Maanam to inny etap. Bliżej mi było do pesymizmu Republiki i do Telefonów niż do Szarych Miraży i Boskiego Buenos. Ale ponieważ słuchałem trójkowej listy od samego początku musiałem oswoić się z Maanamem. Musiałem przekonać się do poezji Kory bo muzyka Jackowskiego wciągnęła mnie od razu. Pasowała do mojego eklektyzmu.

Im bardziej Maanam grał pochmurne piosenki tym bardziej współgrywał z moimi nastrojami.

Aż przyszedł Krakowski spleen. Idealnie trafiał w nastroje. Mówił o nadziei, o przejaśnieniu które jednak nie musiało wcale nadejść. A nieco później Marek Jackowski nagrał płytę Oprócz.

I wtedy Maanam stał się częścią mojego myślenia, rezerwuarem cytatów, stałym kontekstem.

Tak jak Wojciech Waglewski i Lech Janerka.

Nie udało mi się posłuchać Maanamu na żywo. Nigdy. Niby nic nadzwyczajnego bo jakoś nie miałem szczęści do koncertów ani do pieniędzy na bilety. Wszystkie moje koncerty da się policzyć łatwiej niż do 10. Maanamu żałuję.

Gdy zorganizowano koncert pamięci Marka Jackowskiego zobaczyłem, tym razem na własne oczy i uszy, ile dzieliło Maanam, Korę i Marka od reszty krajowej sceny muzycznej. Tyle ile stąd do Buenos.

To oczywiste,że są wyrobnicy, rzemieślnicy i artyści. I poeci. Jackowski był artystą. Kora była poetką.

Maanam dostarczał drobnych wzruszeń, pomagał przetrwać. Dobrze że był. Mamy to co po nich zostało. Łatwiej przeżyć krakowski spleen. Choć nie jest mniejszy niż był.

Naiwna wiara w prawników.

Posted in polityka on Lipiec 25, 2018 by aristoskr

Polityczne podejście do prawa (i prawników) daje aktualnie wiele przesłanek do potwierdzenia marksistowskiego podejścia do teorii i filozofii prawa. Wedle aktualnie rządzących prawo ( i sprawiedliwość) to narzędzie panowania politycznego. Z jednej strony mamy utylitarne podejście do prawników, którzy mają służyć władzy, z drugiej naiwną wiarę w przepisy, których magiczna moc ma regulować życie.

Tak naprawdę prawo działa, to znaczy jest przestrzegane, tylko wtedy gdy sankcjonuje pewien uznawany w społeczeństwie system norm lub gdy na jego straży stoją organy stosujące przemoc. Zwykle funkcjonuje system mieszany, obu tych elementów z przewagą jednego lub drugiego. Nasza piękna konstytucja został wypracowana jako cudowny dokument, który miał sprawić ,że będziemy żyli długo i bezboleśnie a nawet szczęśliwie.

Niestety nikt nie podjął działań, by spróbować zrealizować plan nakreślony w konstytucji. Więcej, ustawy które były pisane jakoby na jej podstawie, realizowały zupełnie inne cele, tworzące porządek prawny całkowicie odbiegający od tego, zapisanego w konstytucji.

W każdej niemal dziedzinie życia społecznego realizowano prawo albo sprzeczne albo rozmijające się z deklaracjami konstytucji. Nakładała się jeszcze na to praktyka orzecznictwa zgodna z zupełnie innym systemem społeczno-politycznym niż ten zapisany w Konstytucji.

Po roku 1989, a w praktyce to jeszcze wcześniej. od ustawy Wilczka wprowadzano w Polsce system ekonomicznego liberalizmu prawie niczym nie skrępowanego. Dopiero po kilku latach zaczęto wprowadzać pewne regulacje. Nie mogły one oczywiście wpłynąć na wcześniejsze procesy ale miały na celu stabilizację obrotu gospodarczego. Stabilizacja ta miała również na celu zabezpieczenie interesów dużych graczy. Tych nielicznych krajowych, którym udało się wybić oraz zewnętrznych, którzy kupili lub wypracowali sobie znaczące udziału rynkowe i chciały działać w ramach stabilnego oligopolu.

Skutkiem tych działań było przede wszystkim deprecjacja wszystkiego co stanowiło majątek publiczny, w tym sektora usług publicznych. Jednak deklaratywna wolność skutkowała również nierównością w dostępnie do niej, co oczywiste, warunkowaną wielkością posiadanego majątku. Sposób jego zdobycia był mniej istotny, zwłaszcza jeśli nowowzbogaceni nie specjalnie się z majątkiem afiszowali.

Cywilizowanie systemu prawnego zbiegło się z akcesem do Unii. Z jednej strony usztywnienie prawa służyło wielkim, z drugiej dostęp do funduszy europejskich, najpierw przedakcesyjnych a potem z funduszu spójności, umożliwił realizacje inwestycji w infrastrukturę publiczna. Niestety zaczęto od autostrad, czyli znowu mieli skorzystać ci, co już skorzystali. Państwowy inwestor był przy tym nie mniej bezlitosny niż prywatny przy tłumieniu protestów, niezadowolonych z kształtu, miejsca czy celowości danej inwestycji.

Kolejne specustawy miały, w interesie publicznym, naruszać prawa cywilne obywateli, po to by z publicznych inwestycji korzystali ci, którzy na zmianach systemowych i tak już skorzystali. Gdy zbudowano już większość autostrad, wolne środki przerzucono na komunikację publiczna i kolej. Oczywiście budowanymi na podstawie spec ustaw.

Teraz rząd ma budować mieszkania, pod wynajem, czyli znowu dla wybranych, tymi samymi specustawami.

Czy powinno budzić zdziwienie, że nie ma wielu chętnych do bronienia sądów postrzeganych przez duża grupę jak aparat rządowego ucisku ? Ci którzy jeszcze dostrzegają, różnicę pomiędzy stara a nową konstrukcja tego aparatu, polegająca na tym, że poprzednio aparat uciskał słabych a teraz będzie wymierzony nie tylko przeciw słabym ale również przeciw niewygodnym, krnąbrnym i inaczej myślącym.

Magiczną moc prawa ma teraz wspierać realna siła w postaci prokuratury i policji oraz usłużnych sędziów. A kto wie czy jeszcze nie oddziałów obrony terytorialnej.

Nie ma komu bronić prawa, również dlatego, że wszystkie dotychczasowe protesty spełzły na niczym. Ewentualnie. spowodowały odsunięcie w czasie nieuchronnej katastrofy.

Dla tego systemu nie ma nadziei. Nadzieję może dać przygotowanie nowego sytemu, takiego który zastąpi dobrą zmianę, prędzej czy później. Nawet jeśli dużo później.

Ten system musi odpowiadać na oczekiwania społeczne i dawać szanse rozwiązywania problemów. Nie tylko beneficjentom zmian. A wręcz przeciwnie. Ale niestety to właśnie dotychczasowi beneficjenci musza te zmiany przygotować albo przynajmniej zaakceptować. To może być długi i bolesny proces , nie mniej bolesny niż aktualne rządy.

Dzieje głupoty w Polsce.

Posted in polityka with tags , , , , on Lipiec 17, 2018 by aristoskr

Głupota polityków potrzebuje ignorancji rządzących. Ta zasada jest tak stara jak rządy. Starsza niż demokracja. Aktualna, nie tylko w Polsce choć w Polsce potrzeba ignorancji jest większa niż gdzie indziej.

Rządzący zorganizowali obchody rocznicy polskiego parlamentaryzmu, którą wymyślili chyba ignoranci historyczni, podobni do tych na posadkach w IPN-e …

Co zdarzyło się 550 lat temu ? Ano nic…

Jak podaje portal www.dzieje.pl wspierany przez rządowy PAP – 13 lipca odbyło się spotkanie Kazimierza Jagiellończyka z prowincjonalnym sejmikiem wielkopolskim, na którym ustalono, że sejmik nie pomoże królowi, bo nie może. Potem, jak podaje portal-

„Sejm walny w Piotrkowie rozpoczął obrady 9 października 1468 r. Zebrali się na nim król, członkowie rady królewskiej oraz posłowie, którzy zostali wybrani na sejmikach prowincjonalnych. Podczas obrad podjęto różne sprawy. Do posłów król razem z członkami rady zwrócił się w sprawie znalezienia sposobu na dokonanie wypłaty żołnierzom zaległego żołdu. Posłowie uznali jednak, że nie posiadają odpowiedniego mandatu do podjęcia decyzji o udzieleniu pomocy królowi w tej sprawie. W związku z tym sejm nie podjął żadnej decyzji, ale odesłał ją na sejmiki prowincjonalne, które miały się odbyć 6 grudnia w Kole (sejmik wielkopolski) oraz 8 grudnia w Nowym Mieście Korczynie (sejmik małopolski).”

Czyli 550 lat temu w lipcu odbyło się dokładnie to samo co w namiocie u Prezydenta.

Z tą tylko różnicą, że w Piotrkowie przemawiał jeden z ważniejszych królów w polskiej historii a w namiocie w Warszawie, najwyższy rangą urzędnik wielkiego pałacu. I tam, i tu drodzy Polacy nic się nie stało.

Można zaryzykować twierdzenie, że 550 lat rozpoczęły się w Polsce konsultacje podatkowe ale tych tradycji akurat obecny rząd nie stara się kultywować. Posłowie natomiast, zgodnie z inną tradycją twierdzą, że ich głos się nie liczy. No chyba, że głos ma poseł bez żadnego trybu.

Trzeba być wyjątkowym ignorantem, o wyjątkowej naiwności, żeby spokojnie przyjmować brednie, jakimi karmieni są Polacy.

Jest na to 120 tysięcy dowodów w postaci podpisów pod wnioskiem o zniesienie obowiązku szczepień, podczas gdy odrobinę choćby zorientowani w temacie wiedzą, że jedynie powszechność szczepień daje im skuteczność.

Prawdziwa historia polskiego parlamentaryzmu zaczęła się w 1918 roku i jest pełna błędów i wypaczeń. Oparta na demokratycznych założeniach Konstytucja marcowa z 1921 roku już po 4 latach została ciśnięta do kosza przez Józefa Piłsudskiego i jego sanatorów. Kwietniowa przypominała dzisiejszą turecką.  Gdyby Viktor Orban ją znał pewnie by przepisał zamiast tworzyć węgierską od nowa. I zostałby wtedy prezydentem a nie premierem.

W PRL decyzje plenum KC były ważniejsze niż konstytucja choć oficjalnie twierdzono inaczej. Stąd próby legalizacji stanu wojennego nawet post factum i trochę wbrew logice wydarzeń.

Dzisiejszej władzy ani na legalizacji, ani na logice specjalnie nie zależy.

Naczelnik państwa nie musi być ani prezydentem, ani premierem. Nie musi nawet być w Sejmie, choć bycie w Sejmie chyba lubi.

Wybieranie do politycznej celebry wydarzeń bez większego znaczenia lub w ogóle historycznie nie potwierdzonych jak np. chrzest Polski, służyć ma doraźnym politycznym interesom. Jak pisał Wyspiański „Masz tu kaduceusz polski, mąć nim wodę, mąć. Mąć tę narodową kadź, serca truj, głowę trać!”

Trzecia droga i bezdroża polityki.

Posted in polityka with tags , , , , on Lipiec 2, 2018 by aristoskr

 

Termin trzecia droga w polityce jest tak stary jak współczesna polityka czyli ma jakieś 100 lat. Kiedyś oznaczał coś pośredniego miedzy lewicą (w rozumieniu powojennym) a prawicą ( w rozumieniu powojennym). Trzecia droga była po części efektem koncepcji konwergencji systemów społeczno-politycznych czy wyboru najlepszych (wedle określonych kryteriów) elementów socjalizmu i kapitalizmu. Ale tego realnego socjalizmu i tego realnego kapitalizmu.

W zasadzie cała Europa zachodnia do czasów Zardzewiałej Lady była taką trzecią drogą, konwergencji. O jeden krok z tyłu maszerowała Kanada  a o dwa kroki za nią podążały rządzone przez demokratów Stany Zjednoczone. To był okres za pewne nie idealny, ale okres gospodarczego rozwoju oraz zmniejszania się społecznych nierówności.

Torysi złamali konsensus i rozpoczęli dryf w kierunku niczym nie skrępowanego liberalizmu i globalizacji. Ale tylko połowa  nieszczęścia. Neoliberałowie wszczęli i wygrali bitwę idei urządzając światowe pranie mózgów. Powtórne narodziny kapitalizmu bez ograniczeń i zasad to tylko połowa nieszczęścia.

Druga połowa to tzw. Trzecia Droga Blaira i Schrodera. To było zdecydowane odejście od polityki socjaldemokratycznej, a jak wiadomo socjaldemokracja już sama w sobie była kompromisem socjalizmem a liberalną demokracją.

Fala konserwatywnego nacjonalizmu nie wzięła się znikąd. Jest reakcją  na problemy wywołane przez neoliberalizm. A skoro socjalizm wyrzucono z pola wyborów politycznych to został tylko nacjonalistyczny konserwatyzm jako dopuszczalny sprzeciw.

Oczywiście nie jest to ruch antyestablishmentowy, bo neokonserwatyzm to cześć establishmentu. To tylko wymiana elit, możliwa dzięki gniewowi „ludu” skanalizowanemu przeciw starej elicie. Oczywiście socjaldemokratyczne elity też stały się częścią establishmentu więc one również stały się przedmiotem gniewu.

Klasycznym przypadkiem jest Francja a przedtem Węgry. Kto wie, czy degrengolada Francuskiej Partii Socjalistycznie i rządy neoliberałów prezydenta Macrona nie doprowadzą do kolejnego buntu mas, którego beneficjentem zostanie Front Narodowy o odrobinę złagodzonym obliczu. Jedyną szansą jest odrodzenie lewicy we Francji, która  może być jedyną zaporą przed neokonserwatywnym nacjonalizmem.

Szansą na zmianę, również w Polsce nie jest szukanie nowej „trzeciej drogi” lecz zawrócenie  z równi pochyłej. Centroprawica musi dostrzec swoją odpowiedzialność za doprowadzenie do obecnego stanu politycznego.

Wiem, to tak jakby domagać się od niewidomego, że by natychmiast zobaczył przeszkody. Ale na pewno powinien zacząć lepiej słuchać. Bez rzetelnej oceny sytuacji nie da się, ani dostrzec realnych zagrożeń, ani zastosować skutecznej terapii społeczno-politycznej.

Bez odbudowania partii po lewej stronie polityki i zdobycia przez nie zaufania społecznego nie da się wytrącić neokonserwatystom argumentów z ręki. Jak można sądzić, po wypowiedziach polityków partii neokonserwatywnych, ich poglądy to tylko nowe szaty cesarza, które jak Orban, Le Pen, Kaczyński czy Matteo Salvini w każdym momencie mogą zostać zmienione.

Sytuacja wygląda trochę na beznadziejną. Szczególnie na Węgrzech ale w sumie w Polsce też wszystko podąża w tym samym kierunku.

By to zmienić, trzeba zrealizować dwa warunki. A w zasadzie trzy.

Po pierwsze, niezbędna jest krytyczna refleksja centroprawicy (w polskich warunkach PO) nad sobą i przyjęcie programu polityki socjalnej i społecznej.

Po drugie niezbędne jest odrodzenie partii lewicowych z konsekwentnie socjalnym i świeckim programem.

Po trzecie Unia Europejska musi zmienić swoją politykę. Większej integracji musi towarzyszyć zwiększona redystrybucja i rozwinięta polityka spójności oraz zwiększone wydatki na badania naukowe.

Jeśli te  warunki nie zostaną spełnione, PiS będzie rządził do śmierci prezesa i co najmniej jeden rok dłużej. A Unia skarleje i przestanie istnieć.