Nieczuły rzecznik, bez pamięci

Posted in polityka, prawo with tags , , on Sierpień 31, 2010 by aristoskr

Pan Kochanowski nie ukrywał swoich poglądów o tyle Pani Lipowicz chowa je za zasłoną apolityczności. Na tyle jednak niedokładnie,
że można się zorientować  w poglądach Pani Nowej Rzecznik. I nie wydaja się one odbiegać od poglądów jej poprzednika. Czytaj dalej

Reklamy

Brak komunikacji w temacie komunikacji

Posted in polityka with tags , , , , , on Luty 11, 2019 by aristoskr

W czasie kampanii samorządowej pojawił się, na krótko, temat komunikacji publicznej , niedostępnej dla coraz większej liczby obywateli. Wkraczamy w kolejną kampanię i temat powraca, w postaci kolejnych obietnic. Z różnych stron pojawiają się głosy o potrzebie odtworzenia komunikacji publicznej w powiatach. Po latach od jej likwidacji. Zresztą pomimo istnienia jej w szczątkowej formie, degradacja trwa dalej . Doniesienia z Opolszczyzny czy Olsztyna potwierdzają, że komunikacja  autobusowa wydaje ostatnie tchnienie. Trzyma się jako tako tylko w aglomeracja trójmiejskiej, warszawskiej i katowickiej.

Proces likwidacji publicznego transportu regionalnego w Małopolsce został dawno temu zakończony. Samorząd wojewódzki jest jedynie dumnym posiadaczem dworca autobusowego w Krakowie, oraz fragmentu kolei. Koleje Małopolskie trochę działają  choć przedłużające się remonty linii kolejowych prowadzonych przez grupę PKP Spółka na pewno nie sprzyjają rozwojowi.  SKA jest w zasadzie spółką wydmuszką , która pojawia się od chyba trzech kampanii wyborczy do samorządu, głównie w materiałach reklamowych i ulotkach. Faktycznie linie Ska Obsługują Koleje Małopolskie i  Przewozy Regionalne.

Komunikacją autobusowa zajmują na bardziej zyskownych liniach Przewoźnicy prywatni jak Voyager z grupy FlixBus czy Szwagropol a na nieco mniej zyskownych busy.

W zasadzie kompleksowa komunikacja publiczna działa tylko w Krakowie. Inne miasta województwa zachowały publiczną komunikację autobusową ale działa ona jedynie w najbliższych okolicach. Wyjątkiem od tej reguły jest Zakopane. Gdzie nie działa nic.

Kraków powoli rozwija publiczną komunikację, głównie opierając ją na porozumieniach z sąsiednimi  gminami , które decydują się dopłacać do funkcjonowania linii. Opracowany został Plan zrównoważonego rozwoju dla transportu publicznego.

Jednak planując zmianę taryfy urzędnicy UMK wykazali się zupełnym niezrozumieniem systemu komunikacji. Po pierwsze proponują obniżenie ceny biletu sieciowego dla posiadaczy Karty Krakowskiej czyli mieszkańców Krakowa. Sam używam tej karty i płaczę 71 PLN  co jest najniższą stawką tego  w całej Polsce. Co zmieni obniżenie ceny o 3 złoty Nic  poza tym że spadną wpływu ze sprzedaży tych biletów.  Czy zachęci  to nowe osoby do zrezygnowania z dotychczasowego środka transportu na komunikacji. Uważam że nie co potwierdzają ostanie badania których wyniki niedawno publikowała między innymi Gazeta Wyborcza. Ludzie jeżdżą samochodami, bo nie mają innego wyjścia lub dlatego,ze uważają to za wygodniejsze i na tę wygodę ich stać. Niewielkie zmiany cen biletów komunikacji nie wpłyną na ich zachowanie. Nie zmienią również zachowań tych, którzy skazani są na dojazdy busami. Nikt ich z tej kary nie ułaskawi ani  zamieni jej na lżejszą.

Dziwić te może propozycja likwidacji zakupu biletu na jedną linię tym bardziej ,że korzysta z niego 30 tysięcy ludzi. Dlaczego należy od nich domagać się zakupu dużo droższego biletu na całą sieć , skoro wystarcza im jedna?  Dla części z nich bardziej opłacalny stanie się dojazd samochodem.  W efekcie osiągnięty zostanie efekt odwrotny od zamierzonego. To głupia decyzja i podejmowana na szkodę ludzi i miasta.

Lepiej podnieść nieco cenę biletu na jedną linie, np. o te symbolicznie 3 złote.  Nie zmieniać ceny biletu sieciowego bo i tak jest już najniższa. Jeśli już rezygnować z jakiejś części oferty, to z biletu na dwie linie bo różnica pomiędzy nim a biletem na całą sieć jest mała i ekonomicznie nieuzasadniona.

Podnoszenie cen biletów aglomeracyjnych to była już prosta droga do zniechęcenia mieszkańców aglomeracji z korzystania z komunikacji publicznej. Wręcz przeciwnie należy dążyć, nie tylko z punktu widzenia polityki miasta, do rozwoju sieci aglomeracyjnej.  Należy umożliwić dotarcie komunikacją publiczną do miasta mieszkańcom wszystkich okolicznych miejscowości. Co więcej celowe wydaje się odtworzenie komunikacji aglomeracyjnej ze stolicami sąsiednich powiatów i tworzenie tam lokalnych centrów przesiadkowych. Da to zyski w postawi skrócenia czasów przejazdów, zmniejszenia ruchu samochodowego w metropolii, a tym samym zmniejszenia smogu i poprawy warunków życia.

Konieczne jest przy okazji podjecie działań zniechęcających do posiadania i użytkowania samochodu w mieście. Nie tylko poprzez podniesienie ceny za parkowanie w strefach,
co wreszcie jest możliwe ale i podniesienie ceny za abonamenty postojowe, których ceny są dziś na śmiesznym poziomie.

Wiem, że to może nie mieć związku z dzisiejszym tekstem ale nadal uważam,
że konkordat należy wypowiedzieć. A zaoszczędzone dzięki temu pieniądze można wydać na rozwój komunikacji publicznej, na przykład.

Ja lubię… wrony.

Posted in polityka with tags , , , , , , , on Luty 6, 2019 by aristoskr

 

Starałem się zapoznać z jak największa liczbą sprawozdań z inauguracyjnego spotkania nowej inicjatywy politycznej. Chciałem porównać autokreację z innymi relacjami. Przede wszystkie by swoje zdanie oprzeć na możliwie największej ilości informacji. Choć nie zawsze nadmiar informacji daje szansę na rzetelną wiedzę. Tym mniej zdany jestem,  jak większość obserwatorów , na relacje i opisy innych.

Wszyscy nieomal podkreślają sprawne przeprowadzenie imprezy, scenariusz, reżyserię dobór aktorów. Faktycznie imprezy polityczne są rodzajem inscenizacji, więc lepiej to zrobić dobrze niż robić to źle. Zawsze największa praca powinna odbywać się przed imprezą, która jak teatralna premiera jest zwieńczeniem włożonych w spektakl wysiłków, nakładów pracy i kapitału. Wiosna to prawdopodobnie jest najlepszy polityczny startup ostatnich lat.

Na pierwszym spotkaniu programowym inicjatywy podano najważniejsze elementy programu. Najważniejsze… albo takie, które wybrano w nadziei na wzbudzenie największego zainteresowania.  Inicjatywa Roberta Biedronia wydaje się być  przemyślana marketingowo i nakierowana na te grupy, które nie znajdują swojej politycznej reprezentacji i czują się wykluczone ze sfery politycznego dyskursu .

Swojej reprezentacji politycznej na pewno nie odczuwają  środowiska krytyczne wobec hierarchii kościelnej, zarówno wierzący jak i niewierzący. Tradycyjnie kojarzona z laicyzacją lewica albo jest oskarżana o zbytnią uległość w kontaktach z kościołem (SLD) bądź, z powodu niskiego społecznego poparcia nie daje gwarancji osiągnięcia celów (Razem). Łączą się z tym postulaty praw reprodukcyjnych, równości seksualnej, aborcji i edukacji seksualnej opartej na wiedzy naukowej. To co, niejako dodatkowo, łączy te postulaty to przede wszystkich negatywne stanowisko polskiego kościoła katolickiego wobec nich wszystkich.

Drugą grupę wydają się stanowić  postulaty z zakresu polityki społecznej w Polsce podnoszone przez partie socjaldemokratyczne ale w Europie stanowiące część standardów polityki społecznej nowoczesnego państwa. Powszechna dostępność żłobków i przedszkoli to europejska normalność. Równość wynagrodzeń bez względu na płeć to może jeszcze nie standard ale niekwestionowany cel do osiągnięcia. Politykę społeczną uzupełnić ma podniesienie płacy minimalnej co praktycznie jest już wspólne dla wszystkich ugrupowań politycznych oraz korekta programu 500 plus , w czym są zgodni niemal wszyscy oprócz może PiS.

Trzeci obszar to polityka ekologiczna która stanowi kalkę rozwiązań niemieckich, przynajmniej od strony deklaracji. Stanowcze odejście od energetyki węglowej stawia cele o wiele ambitniejsze niż realizowane w Niemczech i widać w tym silne wpływy na program polskich zielonych.

Całość zamyka grupa postulatów, które łączy polityka wobec PiS. Zakładając wyborcze zwycięstwo proponuje się sposoby  pozbycia się osób nominowanych przez PiS z administracji publicznej. Nie ma tu wielu pomysłów i nie wiadomo czy będą skuteczne. Speckomisja, odpartyjnienie,  w znaczeniu pozbyciu się ludzi z PiSu może  okazać się trudne w realizacji.

Nie pojawił się za to postulat otwarcia dyskusji nad konstytucją. A szkoda, bo to byłby naprawdę nowy akcent w debacie o tym jak może być Polska po odsunięciu PiS-u od władzy.

W sumie mamy coś, co w Europie składałoby się na umiarkowaną partię środka, np. niemiecką Chadecję. Program, który mógłby być programem Platformy Obywatelskiej, gdyby jej przywódcy mieli odrobinę odwagi i determinacji. W końcu należą razem z CDU to tej samej Europejskiej Partii Ludowej. Mentalnie jednak PO jest dużo bliższe węgierskiemu Fideszowi niż niemieckiej chadecji.

Wiosna Biedronia to nowe ugrupowanie, więc zmuszone jest obiecywać więcej niż inni, nie zawsze dbając o precyzję programu i jego spójność.

Dziwić może, poza brakiem pomysłów konstytucyjnych, całkowite pominięcie problematyki Unii Europejskiej. W wyborach do europarlamentu nowe ugrupowanie zdecydowanie chce startować samodzielnie. Co prawda żadne ugrupowanie polityczne, programu europejskiego na najbliższe wybory nie przedstawiło, ale mogą one czerpać ze swoich wcześniejszych deklaracji.

Być  może  nowa partia we wszystkim chce we wszystkim naśladować niemiecką chadecję. W takim wypadku pomysłów na nową Europę w wiosennej wersji też należałoby szukać za Odrą.

Jak najkrócej określić deklaracje programowej nowej partii? Cóż moim zdaniem, to najlepszy program Platformy Obywatelskiej, jaki mogłaby sobie napisać, gdyby jej się chciało chcieć i gdyby chciała naprawdę odróżnić się od PiS. Nic dziwnego, że w Partii Biedronia Platforma dostrzega największego wyborczego rywala.

A poza tym uważam, że konkordat należy wypowiedzieć.

Zresztą inaczej postulaty świeckie, równości płci i prawa reprodukcyjne nie będą mogły być zrealizowane.

Z kim/czym do Europy ?

Posted in polityka with tags , , , , , on Luty 2, 2019 by aristoskr

Czasy Unii Europejskiej, do jakiej zdążyliśmy się po roku 2002 przyzwyczaić, odchodzą w przeszłość. Po majowych wyborach do Parlamentu Europejskiego będzie to już zupełnie inna Unia, i to bez względu na to, jaki będzie rodzaj Brexitu, i czy w ogóle nastąpi.

Aktualnie największymi ugrupowaniami w Europarlamencie są konserwatywni liberałowie (Europejska Partia Ludowa) i socjal(liberalni)demokraci (S&D). Te dwa ugrupowania dzielą i rządzą w parlamencie europejskim, mając odpowiednio 217 i 187 mandatów, czyli znacznie powyżej połowy wszystkich (751).

Nowy parament będzie zupełnie inny. Z ostatnich sondaży paneuropejskich można wywnioskować, że największe (do dziś) ugrupowania stracą, w sumie 100 lub więcej mandatów. (http://ewybory.eu/wybory-do-parlamentu-europejskiego-2019/)

Sondaże wskazują, że nowy europarlament może być bardziej rozdrobniony niż dotąd. Prawdopodobne jest też powstanie nowych grup parlamentarnych z przekształcenia istniejących lub zupełnie nowych. Znacznie więcej będzie ugrupowań nierozumiejących korzyści z istnienia Unii lub wręcz jej istnieniu wrogich.

Możliwe będzie powstanie nowych koalicji i wielce prawdopodobne jest powstanie koalicji, która będzie rządziła Unią bez udziału grupy lewicowej.

W takim momencie pojawia deus ex machina wymyślona przez PO Koalicja Europejska. Polscy posłowie z grupy EPL czyli reprezentujący PO, jak zresztą większość posłów reprezentujących Polskę, nie należą do czołówki zapracowanych. Z drugiej strony, w czołówce „zarobionych” plasują się za to panowie Krasnodębski i Czarnecki. Można o nich, co prawda długo rozprawiać ale też nic dobrego nie powiedzieć. Na pewno zaś nie to, że potrafią zadbać o interesy Polski czy polskich obywateli.

EPL nie ma pomysłów na rozwiązanie, ani dzisiejszych, ani też przyszłych problemów Europy i Europejczyków. Jeśli przyjrzymy się polskiej części EPL czyli Platformie Obywatelskiej to widać, że nie ma ona zupełnie żadnych pomysłów.

Próba ściągnięcia byłych premierów na swoje listy świadczy o tym dokładnie. Aż dziw, że nie zaproszono Jana Krzysztofa Bieleckiego. Waldemar Pawlak jak sądzę, wybrał lojalność wobec PSL. Z drugiej strony Włodzimierz Cimoszewicz nie ma wobec kogo być lojalnym i jest od dawna bliżej PO niż nawet Barbara Nowacka. To bardzo indywidualna wizja racji stanu, niemal religijna wiara, że Platforma może kiedykolwiek być obywatelska. Mimo tego, że to właśnie PO stało za intrygą, która zakończyła kampanie prezydencką Cimoszewicza. I umożliwiła wybór Lecha Kaczyńskiego.

Udział Leszka Millera w całym tym przedstawieniu może świadczyć, że do dziś nie pogodził się z tym, w jaki sposób utracił swoją władzę kanclerską w 2003 roku. Można by sarkastycznie powiedzieć, że nie bardzo wie kiedy skończyć.

Nie dziwi mnie, że szefowi PO zależy na osłabianiu wszystkich ugrupowań, które miały by szansę uzyskać mandaty do europarlamentu. Im mniej ich wystartuje i przekroczy próg, tym więcej mandatów  zostanie dla PO. Mandaty dla PiS nie wydają się zagrożone, bo prawdopodobnie żadne ugrupowanie bliżej prawej ściany niż PiS, mandatów nie uzyska. Nie potrafię tego udowodnić, ale wydaje mi się, poparcie dla Kukiz 15 jest przeszacowane, i w konsekwencji to ugrupowanie nie uzyska mandatów.

Głosy uzyskane przez PSL nie są do uzyskania przez PO, stąd presja na ludowców,
by przyłączyli się do koalicji. Nie jest to łatwa decyzja, bo PSL balansuje na progu wyborczym a startując w koalicji ryzykują utratę części wyborców, którzy nie muszą
do niego wrócić w jesiennych wyborach.

Wymuszenie startu SLD w ramach kolacji gwarantuje, że potencjalne mandaty lewicy zostaną przy PO nawet jeśli lewicowi wyborcy nie poprą takiego rozwiązanie. Co na tym zyskiwałoby SLD złudzenia i 1 może 2 euromandaty. Kosztem strat europejskiej lewicy oraz skazania się na wyborczą koalicję jesienią, o ile PO będzie jeszcze na tym zależało. Ostatnie przykłady wskazują, że PO nie stała w koalicjach.

Pozostaje jeszcze kwestia ugrupowania Roberta Biedronia. Wygląda na to, że może ono przyprawić o prawdziwy ból… głowy Grzegorza Schetynę.

Ale to będzie można przeanalizować dokładniej po konwencji nowego ugrupowania, gdy opadną już wszystkie zasłony… i łuski.

No i oczywiście dalej uważam, że konkordat powinien być wypowiedziany.

http://mepranking.eu/state.php?st=PL&order=SCORE#meps

Przepraszam, że pamiętam.

Posted in polityka with tags , , , , , on Styczeń 29, 2019 by aristoskr

Przepraszam, że pamiętam. Wiem, to bardzo nieuprzejme z mojej strony. Pamiętam, że w kapitalizmie są dwa sposoby na zgromadzenie pierwszego miliona. Ten pierwszy… oraz odziedziczenie. Potem można już żyć względnie uczciwie.

Pamiętam, że PiS i grupa trzymająca (dosyć bezceremonialnie) władzę zbierała swój majątek dawno temu. Wszyscy zapomnieli o ArtB, Telegrafie, Fundacji Prasowej Solidarności, Aferze Fozz.. Przejmowano majątek po imperium medialnym PRL. Miał służyć dobru publicznemu i budowaniu demokracji. Nie miał jednak szczęścia ani okazji.

Pomimo przegrywania kolejnych wyborów grupa PC nie tylko zachowała ale i zwiększyła swój majątek. Żaden rząd od 1994 do 2015 roku nie przyjrzał się dokładnie operacjom finansowym Porozumienia Centrum. Kozłem ofiarnym został tylko Maciej Zalewski skazany za wymuszanie łapówek. Dla kogo ? Nie wiadomo. O interesach PC pisał często Tygodnik Nie, więc można powiedzieć, że pośrednio i Urban na tym coś zarobił.

Karząca ręka sprawiedliwości, zawsze miała inne zajęcia a Temida patrzyła w inna stronę.

We wrześniu 2018 roku pojawiły się informacje, że USA wydadzą Polsce Dariusza Przywieczerskiego. Były prezes Uniwersalu wspierał wiele partii politycznych. w swoim czasie również miał kontakty z PC. Co ciekawe informacje o możliwej ekstradycji nagle zniknęły. Czy Przywieczerski przyleci ? Czy będzie wiedział czego nie powiedzieć ? Czy na wszelki wypadek nie przyleci?

Większy talent do gromadzenia majątku od aktywistów Porozumienia Centrum wykazali po roku 1989 tylko funkcjonariusze kościoła. Więc należy ich docenić. Należy pamiętać.

Taśmy prawdy to zwykły biznes. Po prostu nagrano kolejnego wielkiego człowieka do małych interesów. Jaki kraj takie interesy. Wziął sprawy w swoje ręce, chciał wziąć kredyt ale jak zwykle urzędnicy nie pozwolili na legalny biznes. Po prostu los zwykłego polskiego przedsiębiorcy. Historia jakich wiele.

Jeszcze raz przepraszam ,że pamiętam. Szczegóły w archiwalnych numerach tygodnika NIE, ale też i Polityki, i gazety Wyborczej.

A poza tym uważam, że konkordat należy wypowiedzieć.

Polskie, kolejne, deja vu

Posted in polityka with tags , , , , , , on Styczeń 28, 2019 by aristoskr

 

 

Katarzyna Laubnauer ogłosiła, że Koalicja Obywatelska przestała istnieć. Dało się to zauważyć już wcześniej. Tak naprawdę przestała istnieć następnego dnia po wyborach samorządowych. Szczerze mówiąc trudno znaleźć jakieś bardzo istotne różnice pomiędzy PO i Nowoczesną. Jedna nie była jakoś bardziej nowoczesna niż druga, a druga nie bardziej obywatelska niż pierwsza.

Aktualna koncepcja PO to wywołanie wrażenia, że jest całą opozycją. Składa się na nią PO plus 1/3 Nowoczesnej plus Barbara Nowacka wraz Inicjatywą w budowie. Do tego program PO z 2011 roku.  Wygląda ślicznie, trochę odgrzewane ale za to w mikrofali. Platforma zakończyła pierwszy etap przygotowań do wyborów Europejskich. Żadnych koncepcji na wspólną Europę jak dotąd nie przestawiła.

Logiczne byłoby gdyby, przynajmniej w tych wyborach, połączyła siły z PSL.  Praktycznie nic, w sprawach europejskich, ich nie różni, i wchodzą też w skład tej samej grupy w europarlamencie. No ale trudno znaleźć  przejawy logiki w polskiej polityce.

Koncepcja powrotu do przeszłości broni się tylko w kinie. Politycznie nie wystarczy nawet zwolennikom Platformy a co dopiero jej, nawet względnie życzliwym, krytykom.

W swoim wystąpieniu na Konwencji Programowej PO „Kobieta, Polska, Europa”, Grzegorz Schetyna ani słowem nie wspomniał o Europie. To słowo nie padło ani razu w jego wystąpieniu. W przyjętej na Konwencji deklaracji, słowo Europa pada tylko w kontekście przyjęcia Konwencji

Rady Europy o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej”. Tyle.

O Europejskiej Karcie praw podstawowych ani słowa. Może i dobrze, bo PO ustami Donalda Tuska już dwa razy obiecywał jej pełną ratyfikację. Widocznie uznano, że w trzecią obietnicę to już żaden naiwny nie uwierzy.

Na konwencja pokazano pomysły z zakresu polityki społecznej i zdrowotnej. Część z nich została wprowadzona za rządów PO i została skasowana przez PiS, część to zupełnie nowe, w programie PO, pomysły choć jeszcze nie kompletne propozycje. Całość przypominała burzę mózgów, choć chyba nieco lepiej wyreżyserowaną niż te w wykonaniu Roberta Biedronia.

I tu chyba leży… cały sęk. Impreza została zorganizowana tydzień przez datą show  Ruch Robert Biedroń. Wygląda na to , że Platforma postawiła już krzyżyk na Nowoczesnej i Teraz.

Za głównego rywala do walki o elektorat ponowoczesny uznała Roberta Biedronia, który chce zostać ulubieńcem wyborców osieroconych przez Palikota, Petru i Kukiza.

Platforma chce powtórzyć zagrywkę Donalda Tuska, którzy w 2011 zapewniał, że trzeba być trochę socjaldemokratą. Okazało się, on sam w swoje zapewnienia nie uwierzył ale część wyborców dała się uwieść.

Co zaproponuje Biedroń? Cóż zgodnie z zasadą ostrożności procesowej, z ferowaniem ocen lepiej poczekać jeszcze tydzień. Choć z kół zbliżonych do doradców Biedronia dochodzą sygnały, ze ruch zmierza w kierunku TR bis. A to z kolei sugeruje, że obawy Platformy są nie bez podstaw. Lewicowi i świeccy wyborcy mogą nadal spać spokojnie. Nikt się nimi specjalnie nie interesuje.

Może szkoda. Gdyż walka o wyborców PO zakończy się, prawdopodobnie,  przedłużeniem rządów PiS.

A poza tym uważam, że konkordat należy wypowiedzieć.

 

Słowa, które (nie) znaczą…

Posted in polityka on Styczeń 23, 2019 by aristoskr

Większość słów jakie krążą dziś w obiegu publicznym  nie znaczą prawie nic. Dyskurs publiczny, bez względu na to jakie kryteria ocen przyjmiemy, zawsze odbywa się w przestrzeni wyobrażonej, która tylko jakiś stopniu odpowiada rzeczywistości. Im bardziej dyskurs społeczny odrywa się od realnych problemów tym mniejsza szansa na to by mógł on doprowadzić to wypracowania jakikolwiek, możliwych do zastosowania rozwiązań realnych problemów. Stworzenie wroga wyobrażonego nie rozwiązuje oczywiście żadnego z realnych problemów ale daje ujście społecznej frustracji.  Choć jak wiemy z historii fizyczne zniszczenie grupy, z której uczyniono wyobrażonego wroga, czasem przynosi chwilową poprawę życia tym, którzy przeżyli. Zawsze jednak przynosi katastrofę.

Pomiędzy obozami politycznymi nie toczy się żaden dyskurs. O dłuższego czasu nie widać by zależało im też na przekonaniu niezdecydowanych. Wszystkie komunikaty kierowane są tak naprawdę do wewnątrz. Mają na celu utrzymania zwolenników w przeświadczeniu, że stoją bądź leżą, po właściwej stronie. Wszystkie przekazy są nacechowane emocjonalnie a w zasadzie niosą wyłącznie przekaz emocjonalny. Mają utrzymywać oba obozy w stanie wrzenia co utrudnia zarówno formułowanie jak i rozumienie racjonalnych przekazów.

Ludzie stając więźniami słów, stają się więźniami obozów. Słowa, myśli które wyrażają, emocje to najskuteczniejsze ze wszystkich więzień. To wpływa również na wzrost społecznej alienacji, która staje się tym większa im świat społeczny wyobrażeń, oddala się od świata doświadczanego przez jednostki.

Walka z mową nienawiści to walka z wiatrakami, wrogiem wyobrażonym, wcale nie najbardziej istotnym. To co nazywa się mową nienawiści, bierze się z frustracji, alienacji, gniewu. Te emocje często mają obiektywne przyczyny. Ich źródłem są realne problemy i realne deficyty. Alienacja i frustracja mogą zniknąć lub zmaleć do dającego się znieść poziomu, o ile zacznie się te realne problemy rozwiązywać. Aby je rozwiązywać, musi się zacząć o nich mówić. Wtedy też mają szanse ujawnić się prawdziwe sprzeczności i prawdziwe konflikty. W innym wypadku walka z mową nienawiści to syzyfowa praca.

W społecznym dyskursie zawsze lepiej, jak mawiano w staropolszczyźnie, politycznie jest oddzielić poglądy od człowieka. Jednak nie zawsze to się idą, bo często takie a nie inne poglądy są podstawą auto definicji jednostki. Jeśli powiemy o kimś ,że jest całkowicie odklejony o rzeczywistości  to będzie to często adekwatny opis jego relacji z rzeczywistości a nie rodzaj epitetu czy mowa nienawiści. Jeśli jesteśmy przeświadczeni, że ktoś chce realizować swoje interesy kosztem innych , lub jest świadomym lub nie całkiem, propagatorem takich idei, to kategoryczny werbalny sprzeciw wobec nich, nie jest mową nienawiści a raczej dopuszczalną samoobroną. Koncepcja walki z „mową nienawiści” ma meta założenie, że wszystkie poglądy i opinie są równoprawne, powinny mieć swobodny dostęp do przestrzeni publicznej o ile wyrażane są we właściwy sposób. Otóż wielu poglądów nie da się zwerbalizować we właściwy sposób, bo wyrażają wolę fizycznej eliminacji innych jednostek. I nie ma znaczenia, czy przeznaczonych do eliminacji przy okazji się nienawidzi czy też szanuje. Wielu oficerów amerykańskiej armii szanowało i podziwiało naród Dakotów. Niektórzy właśnie z tych powodów dążyli  do jak najszybszej ich eliminacji. Na zimno, bez nienawiści.

Z piramidami nienawiści jest podobny problem co z negatywnym wpływem przemocy w filmach i grach komputerowych na młodzież. Brzmi nieźle ale nie ma jednoznacznych dowodów.

Najważniejszym problemem społecznego dyskursu nie jest „mowa nienawiści” ale jego nieracjonalność i oderwanie od rzeczywistych problemów. To oczywiście powoduje skupianie się na emocjach i eskalację agresji. Nie chodzi też o przekonanie kogokolwiek a jedynie o utrzymanie spójności i mobilizacji w grupie. Tak rodzą się quasi religijne sekty, w których wyznawanie wspólnej wiary jest najważniejszym i jedynym celem.

A po za tym uważam, że konkordat należy wypowiedzieć.

Do przyjaciół chrześcijan

Posted in polityka with tags , , , , , , , on Styczeń 13, 2019 by aristoskr

 

Moi drodzy chrześcijanie… Wiem , większość z Was myśli, że są katolikami. Muszę was zmartwić , po pierwsze nie uważam, by autodefinicja była przesądzająca. Ani w polityce, ani w religii. Po drugie jedynym dysponentem definicji katolika jest Kościół Rzymski. Lub Prawosławny. To nic nowego, tak było zawsze, od początku istnienia kościoła, tego czy innego. To kościół określa kto jest katolikiem a kto nie. Określa obowiązki katolików.

Kościół katolicki dzieli się na dwie części pasterzy i owce. Tych, którzy mówią i tych co mają słuchać. Pasterzy mniej interesuje co myślicie, choć chcieliby oczywiście, byście myśleli niezbyt dużo. Ważne jest dla nich, byście żyli jak… kościół przykazał. W sumie, jeśli myślicie, to jesteście niebezpiecznie blisko cienkiej linii oddzielającej katolików od tylko, czy zaledwie, wierzących. Kościół/kler, w tym jednym ma rację, katolik nie może sobie wybierać obowiązków, które będzie spełniał ani przedmiotów wiary, które będzie celebrował. Credo jest jedno

Kościół zawodowy, czyli kler, był od początku istnienia, częścią klasy panującej. Oczywiście był zróżnicowany, ze sztywną hierarchią ale przecież zawsze panował nad owieczkami.

Przemianę społeczno-polityczną, jaka nastąpiła na przełomie XIX i XX wieku, kościół zniósł bardzo źle. Przedtem władza pochodziła od boga czyli od kościoła, bo z bogiem kontakt nie jest łatwy a kościół chętnie głosił słowo boże ustami biskupów, kardynałów i papieży.

W systemie, w którym władza ma podchodzić od ludu, a przynajmniej nie od boga, kościół czuje się źle. Czuje się pozbawiony władzy, przywilejów, dochodów. Tym niemniej, z każdą władzą kościół próbował się dogadywać, bez względu na to, jak ta władza traktowała swoich obywateli.

Po roku 1989 polski kościół budował swoją legendę obrońcy ludu i przeciwnika władzy. Tak naprawdę nie był ani jednym, ani drugim. Oczywiście, w PRL- władza nie kochała kościoła… ale poza krótkim okresem chłodnego napięcia, starała się ułożyć sobie stosunki, jak nie z bogiem to biskupami. Budowano kościoły z przydziałów, brano kościelne ślub, pogrzeby. Biesiadowano przy suto zastawianych stołach, i mocno zakrapiano nie tylko przy ogniskach kół łowieckich.

To nie tak, że urzędnicy kościoła grywają na dwóch fortepianach… Oni grają zawsze na wszystkich dostępnych i paru jeszcze wyobrażonych.

Po transformacji kościół śmiało wyciągnął ręce po swoje, a w jego mniemaniu wszystko było jego.

Więc z czasem dostał wszystko. Co tylko chciał. Jeśli wsłuchać się w to co mówią doktorzy i biskupi kościoła, to wszystko mu się słusznie należało. An tym tle twierdzenie jednego z nich, że to kościół utrzymuje państwo, nie wydaje się aż tak bardzo absurdalne.

Wystarczyło ogłosić nieśmiałe próby korekty stosunków na linii obywatele–państwo-kościół a już podniosły się głosy urzędników kościelnych, że wszelkie zmiany są niedopuszczalne.

Projekt Kongresu świeckości zawiera tak naprawdę tylko dwie kontrowersyjne zmiany czyli likwidacja Funduszu kościelnego oraz likwidacja zwolnienia z podatku darowizn na cele religijne.

Trudno mówić o szczegółach ale likwidacja Funduszu kościelnego zapewne sprawiła by, że emerytowani kapłani dostawili by emerytury na zasadach ogólnych czyli z ZUS, albowiem ich prawa nabyte byłyby chronione. Trzeba by jedynie uregulowanie kwestię składek emerytalnych aktywnych jeszcze kapłanów i zakonników. Teraz większość (80% ) składki pokrywa Fundusz Kościelny czyli budżet państwa 20 % płaci instytucja kościelna do której przypisany jest ksiądz czyli najczęściej jest to fundusz parafialny. Oczywiście kościół jako instytucja płacić ich na razie nie zamierza.

Kwestia jawności i legalności finansów kościelnych ma kilka smaczków. Kościół oprócz tego, że chce mieć stabilne źródło finansowania z budżetu, to równie mocno nie chce by o jego finansach dowiadywali się wierni. Owieczki mają płacić i modlić się a nie sprawdzać na co ich pasterze wydają pieniądze. Brak jawności finansowania instytucji powinien budzić powszechne zdziwienie i co najmniej dezaprobatę… No ale to Polska i polski kościół.

Inicjatywa Polska przedstawił również swój projekt. Również chciałaby likwidacji Funduszu kościelnego. Chciałaby również wyłączenia nauczania religii z programu szkolnego i zaprzestania finansowania jej ze środków publicznych.

Oczywiście kościół jako instytucja nie zamierza płacić pełnych kwot składek emerytalnych ani rezygnować z dotacji i przywilejów finansowych. Zasłania się konkordatem konstytucją nawet deklaracją praw człowiek, której większości zapisów, szczególnie dotyczących praw reprodukcyjnych do tej pory nie zauważał. Argument o konkordacie brzmi sensownie, co powinno uprzytomnić wszystkim zwolennikom nowego uregulowania relacji obywatele – państwo kościół, że wszelkie zmiany powinny się rozpoczynać o wypowiedzenia konkordatu.

Druga sprawa to dyskusja z tymi obywatelami, którzy słusznie czy nie uznają się za katolików, o tym jakie relacje pomiędzy nimi a klerem powinny być gwarantowane przez państwo. Na pewno nie powinno być jak do tej pory , że katolicy są przedmiotem handlu pomiędzy politykami udającymi katolików a biskupami udającym, że interesuje coś więcej niż pieniądze i władza.

Dopóki wierni nie przestaną być owieczkami, nie staną nie obywatelami, dopóty nie będzie w Polsce demokracji i nie będzie też dobrobytu. A bóg ? No cóż, nigdy nie był specjalnie potrzebny kościołowi, choć często gości na ustach kleru. Wiernym też nie pomoże, jeśli nie pomogą sobie sami.

A konkordat musi zostać wypowiedziany. Amen.

 

%d blogerów lubi to: